RSS
niedziela, 25 września 2016

Robimy dziś z Kubim naleśniki.  Młody wbił jajka i zapomniał co dalej. Proszę go,  by podał TRZEPACZKE, miałam na myśli ubijaczke. Zajęta byłam robieniem nadzienia,  więc jakież było moje zdziwienie gdy synek wola: już maaaam! Odwracam się a on stoi za mną z trzepaczka do dywanów.  Ta dam. Poskladalam się ze śmiechu. :-D    A popołudniu byliśmy sobie w teatrze, na fajnym spektaklu W 60 min dookoła świata.  Misie fajnie się bawiły do momentu aż tuż za nami przysiadl Shrek. Lusia zarzuciła takim wstydziochostwem, że głowa mała.  :-) Przepiękna oprawa muzyczna,  w tym dwie moje kochane piosenki że Shreka i Pocahontas. I ta różowa pantera z uszo-lapami. Świetne!    

20:07, seuleriels
Link Dodaj komentarz »
sobota, 24 września 2016

Nie wiem jak to zrobiłam, wywinęłam się. 

Poprosiłam o wsparcie, żeby mnie ktoś podmienił - i mimo nominacji - oddali na mnie malutko głosów. Jakieś 'tuki' tylko, które chciały wrobić. No. Bardzo wdzięczna, jestem poza Radą Rodziców i w tym roku mam święty spokój. Po prostu tego właśnie potrzebuję... 

Strasznie dużo tej nauki, a ćwiczenia dostali pod koniec miesiąca. Jeszcze Kubi ma zaległości niemiłosierne, ale staramy się. I on się stara na miarę możliwości swoich. Z angielskim jest problem, nauczycielka zrobiła im test dla klas 1-3... I cała klasa 'gały'. :D I to z kasety puściła, zamiast czytać (!!!) - kto się uczył w ten sposób rozumie o co chodzi - puścić zadania z magnetofonu dzieciakom. W ogóle dzieci mówią że pani mówi tylko po angielsku, ale krzyczy już po polsku. :D I my - rodzice niczego nie wiemy, jest straszny chaos - co oni właściwie przerabiają - no nie wiadomo, żadnej informacji. Ach, i oceny są. Od 1 do 6. "Szok."

Zapisałam Milcię na 'przegląd' do przedszkolnego logopedy... I dzień przed okazało się, że na gwałt muszę wieźć dzieciaki do rodziców na noc i pół dnia. No niestety, przepadło, ale może się uda indywidualnie. Pewnie przesadzam, bo Milci chrzestna - logopeda mówi, że jest okej, ale ja bym chciała sprawdzić, i upewnić się, no i po matczynemu przesadzam. ;)

A ten wyjazd, to było szaleństwo... Drukowanie, składanie pracy, fotograf 'na śmiechowo' (nienawidzę chodzić do fotografa!), i ... I bronię się, tak. W środę. Poproszę o doping, bo to będzie bardzo straszne. :P

Jak już wygram życie, to nie wiem co dalej. 

Za mną trzeci capo-trening, mój ulubiony. Były kopnięcia, najlepsze te obrotowe, i to mi się podoba. Nie podoba mi się to co na rękach, gdyż mam je słabe, od zawsze. Trzeba chyba przypakować, czy coś. :-) 

Najfajniej jest z dziećmi... Że z synkiem mogę poćwiczyć. I patrzeć jak on się rwie do tej rody, której ja się właśnie obawiam, i jeszcze nigdy... Milcia tym razem cały trening przesiedziała na ławce (poza pierwszymi 15 minutami w biegu i locie). Myślałam, że jej nudno, że zaraz zaśnie, że smuta, i chce do domu. Bałam się, że to taki słomiany zapał, bo ze wszystkich nas najmocniej chce jeździć tam. No i wyznała, że jak mogłam tak pomyśleć. Że ona wcale się nie nudzi, że na wszystko patrzy, że lubi i podoba jej się tylko nie miała ochoty dziś ćwiczyć, zanuciła mi nawet piosenkę, której się uczyliśmy... Moja chodząca tajemnica. 

Dziś sobie poszliśmy do fryzjera, o poranku, całą rodzinką. Ja miałam za darmo, więc mogłam szaleć. Full opcja. Nie mam już dłuuuuugich włosów. Takie średnie, i krótkiego kitka. A Lucuś to pierwszy raz podetnie końcówki następnym razem. :-)

 

18:32, seuleriels
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 19 września 2016

Jak przeczuwaliśmy, Kubciowa choroba zeszła dwa piętra w dół. 

Niestety, oskrzela, zwłaszcza prawa strona jest tragiczna. 

Jeśli ktoś potrzebuje schemat postępowania z zagilowanym dzieckiem z zapaleniem oskrzeli, proszę się zgłosić, jestem ekspertem. :<

Jestem załamana. Tą specjalistyczną opieką, którą muszę teraz sprawować, i tym, że jestem upupiona w domu na długie dni. A przede wszystkim moim Kubciem. <3

 

 

Byliśmy na pocieszenie w bibliotece. Upolowałam książki dwie, w tym jedną, na którą właśnie polowałam. ;p

A dla bejbisiów mamy również ciekawe pozycje, w tym chyba odkrycie miesiąca. Przetestujemy, to napiszę. 

 

18:20, seuleriels
Link Komentarze (2) »
niedziela, 18 września 2016

Strasznie dziwnie się czuję. 

Taka sytuacja, kiedy niby masz z głowy, ale jednak nie!

I ulga - jest, posłałam to, mogę teraz odetchnąć, ROBIĆ CO CHCĘ. Ale nie mogę! Bo jeszcze weryfikacja, bo to, bo tamto. Bardzo się denerwuję, i spać nie mogę, i bóle głowy mam. A tu jeszcze dużo hocków-klocków. :(

A jednak, wczoraj udało nam się posprzątać ten dziecięcy pokoik... Zabawki wróciły na miejsce. Juhu!

Nie wiem czy to jest dobry patent... Dla mnie najlepszy. I tak gdy pisałam pracę, wszystkie materiały już niepotrzebne albo potrzebne "później", trafiały do pudełka kartonowego. Ono sobie tak wędrowało po naszym SALONIE, spał w nim kot itp. ;p Powiedziałam, że jak skończę, to posprzątam, i w końcu nadszedł ten dzień. :D Jakieś dwie ryzy papieru do rysowania, zadrukowanego z jednej strony, między innymi. 

Podobnie z dzieckowymi zabawkami... Kiedy czegoś nie pozbierają po sobie, a się poniewiera, wrzucam do wora. Jest to 'wór na zabawki wszystko w 1'. Od czasu do czasu następuje uroczyste posprzątanie wora. Czyli wysypujemy, segregujemy, część wyrzucamy czy oddajemy dalej. Tym sposobem panuje względy porządek, tym bardziej że wszelkie zabawki i pudła są pozamykane w szafach. 

(Półkę otwartą mamy w zasadzie jedną, od niedawna, i jedna czeka na swoje drzwiczki, może się doczeka kiedyś.)

 

Juniorek chyba zdrowieje, ale opornie nam to idzie. Kaszel ma taki niefajny, niby coraz mniej, ale zaczyna się po 17 bardzo, bardzo niefajny. :( I pewnie jutro pobiegniemy się osłuchać. 

Fajnie, że są telefony, SMARTFONY. Nie trzeba biegać po lekcje, tylko koleżanka robi zdjęcia, posyła siup (najszybciej fb) i jest.

Przykre tylko, że na pewno po tej chorobie Kubi załapie się na wyrównawcze, i będzie w szkole aż 6 godzin. Mnie jest z nim fajnie, ale zastanawiam się jak on wytrzymuje te lekcje, skoro przy mnie często potrzebuje przerwy. Fajna by była taka szkoła domowa. :)

 

 Po wczorajszym wieczorze, kiedy to mieli czytać z tatą bajki, stwierdzamy, iż Mili będzie kabareciarzem. "Król zlew za złoty dziewięćdziesiąt w kioskach" to nowy tytuł bajki o Królu Lwie. Do słowa ponoć dojść nie dała. 

 

Poza tym, wymyśliła sobie ostatnio, że w ubikacji jest potwór. I trzeba z nią chodzić i jej pilnować. Jak nie ma nikogo 'na już' to biega z NOCNIKIEM! 

Nie wiem, no nie wiem... 

Wstaje rano niczym skowroneczek, i tak długo głaszcze mnie po plecach i głowie, aż się obudzę. 'Moja mamusia, i moja mamunia, i w ogóle to jestem już głodna'. A tak było fajnie...

 

Wiecie, za co lubię fb? Że mogę sobie tak po prostu napisać do mojego ukochanego autora, piosenkarza, etc, etc. Pstryk i jest. <3

Miłego wieczoru. 

 


18:17, seuleriels
Link Komentarze (4) »
piątek, 16 września 2016

To jest, był, taki zły dzień. 

Z godziny na godzinę coraz mocniej odczuwałam skutki wczorajszych 'gwiazd'. Od raniuśka ewidentnie brakowało mi magnezu... A wcześniej w nocy mężowski miał jakieś chore akcje i nie dawał mi spać (sam nie spał bo pracował nad plakatem). Chciałam go zabić, lub chociaż wysłać w kosmos.  

Dziś wrócił strasznie późno, ale to niczego nie tłumaczy. Tego, że chciał być fantastyczny i pozwolił dzieciakom oglądać bajki do 21.30, a na koniec jeszcze jakąś gierkę włączył. W międzyczasie nawet nie pomyślał, że to JA walczę by te dzieciaki najeść i umyć, i ogarnać, i leki podać... On by nie wiedział co, serio. 

Mówię coś, czekam minutę, ten robi coś całkiem odwrotnego... Ulało mi się, a on że ZAPOMNIAŁ! Normalnie Dory, pamięć krótkotrwała. 

 

I tak, jak nam fajnie szło od pewnego czasu z konstruktywnymi wymianami zdań z uśmiechem zamiast kłótni, tak dziś był krzyk. 

 

Misie zasnęły z płaczem, 'wygnany' mężowski z nimi a ja pewnie nie lepiej zaraz zrobię. Po co komuś PRACA, nie mam dziś do tego siły. Jutro to wyślę. Skończę, ogarnę po angielsku i wyślę. Chyba, że się wcześniej zaczadzimy. 

Acha, no tak. Bo tak naprawdę wszystko rozchodzi się o ten piec. A właściwie rury. I śmieci nie wyniesione (powinność mężowskiego), ale moje powinności też LEŻĄ i błagają o zainteresowanie  się nimi.

W ogóle to witki opadają. 

22:55, seuleriels
Link Komentarze (2) »
czwartek, 15 września 2016

Przepraszam za tytuł, z góry.

Dzwonię z rana, umawiam się na 11.30, lekarka przyjmuje do 12.00.

Jedno dziecko przed nami, wychodzą. Czekamy, jakieś 5 sekund. Wychodzi lekarka, światła w środku pogaszone, klucz w drzwiach.

-'Wy jeszcze do mnie?!'

Nie, kurde, my do Świętego Piotra. Nasza karta leży na biurku, jak byk. 

-'Co się dzieje?' Po mojej lewej otwarte drzwi do pokoju pielęgniarek, jakiś facet mówi podniesionym głosem, stoi dosłownie trzy kroki obok. 

No to ja, przepraszam, czy mogę zamknąć najpierw te drzwi, żeby nie przekrzykiwać tego PANA? 

Dalej gadam co się dzieje... Sprawdza gardło, mówi że zapalenie. Przez moment myślałam, że go nie osłucha, ale jednak. Kończy, pisze. DOPYTUJĘ, czy coś wysłuchała. Że niby nie... 

-'Kiedy był ostatnio chory?'

No tam w karcie pisze. Nie chce się obrócić, co? Kurcze!!!

-'Dobra, ile on waży?'

Dwa miesiące temu 16,5. DWA MIESIĄCE TEMU. To idę go zważyć. (DWA KROKI W LEWO)

-'Nie, nie ma takiej potrzeby, piszemy 16 kg'

!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

Pani chce przepraszam przepisać ten pół antybiotyk 'na oko'?

-'No dobrze, zważyć'. 17,5. 

A coś na katar? Kaszel? A dużo kaszle? bla, bla bla.................

I jeszcze stopy z HCV pokazujemy. 

-'Ja nie wiem co z tym zrobić, wyślę was do chirurga'. 

Nie no, extra. Już pędzę. 

Kubuś pyta czy może jeść lody. 

'-Trochę wyobraźni, nie no jak, z zapaleniem gardła?!'

 

Boże, Boże, Boże. Mam dość.

 

Tylko trening nas uratuje. Uratuje nas, prawda?

 

16:02, seuleriels
Link Komentarze (8) »

Kubuś jest dzieckiem pełnym czułości... On jej pragnie, potrzebuje, wręcz wymaga i jeszcze więcej DAJE. 

Ma więc swoich pluszowych przyjaciół, ale nie takich, którzy zajmują kosz na pluszaki czy przesiadują na półkach. To stali łóżeczkowi bywalcy, z którymi często dość brutalnie się obchodzę. To znaczy  zamrażam i piorę. :D

Juniorek jest też wyrozumiały. Wie, co mu szkodzi i o co trzeba dbać. Więc rozumie, że Ci misiowi przyjaciele po prostu muszą być czyści. 

I tak dzisiaj, po porannych dusznościach i inhalacjach, nastawiam pranie. Misio płatek siedzi sobie w łazience na koszu i, wydaje mi się, już pogodzony ze swoim losem, patrzy na mnie swoimi czarnymi oczami. 

'- Kubuuuuń? Spotkałam Płatka, chyba przydałaby mu się kąpiel.

- Nie martw się Płatuś, pralka nic ci nie zrobi. !'

 

***

Z Milcią to już nie takie proste. Niezbyt podoba jej się, że misiaczki i lale mają mokrą 'karuzelę'. Ostatnio nawet więcej niż nie podoba, wprowadziła swego rodzaju zakaz prania misiaczków. Na nic tłumaczenia, prośby. Wychodzę z założenia, że przyjdzie dzień kiedy zrozumie. Choć ona już rozumie, moim zdaniem, tylko trudno jej się pogodzić a może i bardziej pragnie umocnić swoje zdanie na dany temat. Ale, jak piszę, przyjdzie taki dzień. !

Jednak właśnie któregoś dnia wydało się. 

To był pierwszy dzień września, rozpoczęcie roku szkolnego. Mi przeżywała swój pierwszy dzień po wakacjach w przdszk, a my po rozpoczęciu roku nie mieliśmy co począć. Rozwiązanie przyszło samo ze strony koleżanki, która wybierała się z córką na dwie godzinki 'na ciuchy', wycena 50%. W sklepie jest tv i plac zabaw, i to całkiem pokaźny i bogaty, więc mówię OKEJ! 'JADYMY' - jak mówią moi przyjaciele - Ślązacy. 

Więc my się bawimy przy wieszakach, Kub z kumpelą na placyku, ale nagle przyszedł, że chce do wc. Tak się składa, że obok wc stoi regał i kosz z pluszakami, 1 zł za kg. JUHU, naprawdę więcej pluszaków w domu to nie jest coś o czym marzę, wręcz ostatnio płaczę jak tu się ich pomału pozbywać. 

Junior jednak MUSIAŁ. Wypatrzył małego, 25-cm, czerwonego delfinka, i pyta czy możemy go kupić, bo bardzo mu się spodobał. Moje osłabione miłością serce powiedziało TAK, choć rozum krzyczał, że NIE. Po tym przytaknięciu słyszę:

'- Ale wiesz mamusiu, to jeszcze wybiorę jakiegoś dla Milci, okej?'

No do jasnej anielki. ! Rozpłynęłam się. 

- 'Dobrze, oczywiście, nie no, jak najbardziej. Podoba mi się, że myślisz o siostrze.'

I wygrzebał dosyć szybko, niedźwiedzia z bajki Miś w dużym niebieskim domu. KUPIŁAM. PRZYWIOZŁAM. Ale że od razu poszliśmy po Mi do przdszk, otrzymała miśka niewypranego... I tak po przyjściu do domu delfin poszedł 'w wiry', ale misiek nie, no bo zakaz prania misiaczków, tak? !!! No nie...

Więc na drugi dzień z rana poszedł do pralki, żeby mi zdążył wyschnąć nim mała wróci z przdszk. A roztropny syn ostrzegał:

'-Mamo, ona się chyba zorientuje, bo miśki z pralki mają takie śmieszne futerko'.

A no mają. I PACHNĄ.

Był suchy. Naprawdę był suchy. Kubuń przyszedł ze szkoły i co słyszę?

'-A nie mówiłem, mamusiu teraz to już po nas.' I rozkminiamy, czeszemy mu to futro, jak się okazuje NA NIC. Lucuś przychodzi z przdszk, patrzy podejrzliwie i w ryk.

'-Aaaa! Co ty zrobiłaś?! Teraz ma kręcone futerko! Nie chcę kręconego futerka!!!! W dodatku PACHNIEEEEEE! Wypraliście gooooo!!!! A ja nie chciałam!!!!'

O boziu, boziu. To podłe uczucie.

 

Misiaczek wysechł w środku, futro się wyprostowało. Nie jadę już na ciuchy  z dzieciem żadnym!. :P Ani w ogóle nie kupuję już misiaczków. 

10:30, seuleriels
Link Komentarze (1) »
wtorek, 13 września 2016

Mi ozdrowiala,  zobaczyła się w końcu z przyjaciółką,  pierwszy raz po wakacjach.  Jaka szczęśliwa.  Kubi doprowadza mnie do łez.  Czuję się okropnie źle,  bo nie daję rady. Ja wiem,  że SL,  że zmęczenie czy choroba.  Jednak przerasta mnie to jego nie słuchanie,  nie reagowanie,  nie jedzenie,  roztrzepanie,  rozkojarzenie,  miauczenie z powodu byle blahostki. Dzisiaj cierpię,  bo nie daję rady być dla niego mamą jaką powinnam być.  Staram się ale nie wychodzi.  Mam nerwy które nas oddalaja.  Mam mu za złe,  że taki jest.  Zgubilismy do siebie drogę. Takie dziś. 

23:03, seuleriels
Link Komentarze (7) »
poniedziałek, 12 września 2016

Obejrzeliśmy z rana (nie poszedłszy do szkoły i przdszk) pierwszy odcinek Księgi Dżungli. Szczerze, to ja gdzieś w połowie się wymknęłam... I przychodzi Mil, tuli się i chlipie. Że chłopczyk już nie ma rodziców, że zginęli, duchami są i został taki sam. I tuli mnie we łzach, a mnie serce pęka...

'-Ja nie chcę, żebyś ty była duchem, bo 'taty' nie umią czesać włosów'

 

No nie umieją, nie umieją. Mój też nie potrafił mnie dobrze uczesać nigdy.  

21:18, seuleriels
Link Komentarze (1) »

Decyzja nie była łatwa, ale nie żałuję. Mąż mówi: będzie jak zechcesz, no to pojechaliśmy... Na urodzinowe ognisko do Marc. Była też moja K. ze swoimi córeczkami, 5 lat się nie widziałyśmy, nawet nie gadałyśmy... Cudownie. <3. 

Duży dom, ogród, nocowanie na drugim piętrze, jak ostatnio 'dyżurny' brat przy dzieciach śpiących. Gdzieś do 3-4 rano posiedzieliśmy. Sporo dzieciaczków przyszło, więc strasznie fajnie. :-) Moje misie wymęczyły wujka, zwiedzali gospodarstwo, zwierzątka, traktory, i nawet kościółek zaliczyli. 

W ndz, przed powrotem do domu 'zahaczyliśmy' o Ustroń. Lody, place zabaw, spacery, naleśnikarnia i... apteka. Misiaczki się rozłożyły. Mili zregenerowała się w 2 dni, Kubi jest ewidentnie chory i biedny. Boli go gardło i głowa, i lekko ciepły, a jutro miał iść na pierwsze zuchy. Łaj. :(

A tak fantastycznie się bawili... 

 


20:46, seuleriels
Link Komentarze (3) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 64
| < Wrzesień 2016 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
      1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30