RSS
czwartek, 21 lutego 2019

Mężowski rzekł: cholerka, znasz więcej knajp niż ja w S-c! 

Taki czas. To zapiekanka, tam kawa, deserek, piwko, karaoczke, burger... O jakie to dziwne uczucie, tamto było tak dawno. Za kolejną dychę będziemy takim 'Dawidem', a za dwie jak 'Guliwer'... Jak to wszystko pędzi, okrutnie mało mamy tego życia. Nie można tracić czasu na lęki i odpuszczanie, nie wolno. 

Nasłuchałam się, a tak mało od siebie. A może właśnie to jest to najwięcej. *_* Szczęścia milimetr. Mało mam ludzi, ale za to JAKICH. 

 

p.s kości całe. Zrobiłam foto bez opisu, na cito - inaczej czekałabym tydzień! A jednak mam wtyki 'na górze', doktor mnie zawołał, spytał gdzie boli i... walnął opisik. :D Rzutem na taśmę zdążyłam to pokazać mojej wychodzącej internistce i teraz tylko ginekologiczna kontrolka. Mam nadzieję, że będę żyć, bo to nie koniec sezonu. Chcę na deskę!!!!!! *_*

 

Dziś Juniory wracają. <3 Oni też chcą na deskę. 

11:01, seuleriels
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 19 lutego 2019


Pora napisać parę słów odniesienia do ostatniego, i zacząć na nowo.

Poznałam kogoś fantastycznego i przepadłam, zauroczyłam się. Dwa różne światy, dwa różne style, same niemal rozbieżności, a jednak, połączyła nas wspólna pasja, a może ich szereg?

I to nie chodzi o to, że opuszczam mojego wspaniałego męża. Nie, to nie przełom z tych przełomów. To właśnie mój mąż uświadomił mi o co chodzi i ile wart jest w życiu kumpel, nawet płci przeciwnej. Jak jest potrzebny. A reszta przyszła sama. Przyznam że jest to bardzo odgrzebane, zapomniane, wspaniałe uczucie. Zapomniałam jak to jest je mieć. <3

A teraz czas na teraźniejszość. Po grypie, przez którą leżałam cały tydzień i nie mogłam nawet spojrzeć do książki - Milci 3 tyg w domu, Kubu 2. Wariatkowo. Bo potem mężowski. :D I kilka dni spokoju przed wolnym. 

Za nami wspaniały feriowy wypad do Szklarskiej. Przyznam że nie odliczałam do niego dni niemal wcale, tak szybko to przeleciało. Trochę stresu się najadłam, bo prawie przepadła mi baaardzo ważna wizyta u specjalisty, ale jednak życie sprawia czasem takie niespodzianki, i ułożyło się samo.

Z Pączusiem została babcia, pomieszkała u nas przez tydzień cały. A my całą sobotę w trasie, wieczorem zajechaliśmy i rozlokowaliśmy się w apartamencie. Było bardzo zimno i wietrznie, ale poszliśmy na dupoloty - oczywiście moja jazda po oblodzonej górce była niezapomniana, gdzieś tam się odbiłam, przeleciałam pod siatką i ogólnie pokonałam w czaderskim stylu super przeszkody. Martwili się o mnie tam na górze. xD Całą niedzielę kolejka 'szóstka', ta najwyższa była nieczynna z powodu silnego wiatru. Od poniedziałku można było poszaleć, ale już wtorek przyniósł taki zamarznięty śnieg z deszczem więc warunki nie sprzyjały, na Szrenicy dosłownie jak na K2. Dzieciaki bawiły się w apartamencie, a my ruszyliśmy na nocną jazdę, i tutaj dopiero poczułam czym jest prawdziwy snb i w ogóle przełamałam wszelkie blokady, rozwinęłam prędkość i wszystkie umiejętności, które na oślej łączce po prostu mi nie wychodziły. Codziennie było lepiej i fajniej jeśli chodzi o mnie i dzieciaki. Mężowski wykupił sobie wjazdy całodniowe dla siebie za moją radą, wstawał wcześniej (i tak budziły go tel z pracy) i uciekał pośmigać, a my sobie na spokojnie chill i nauka na oślej, a wieczory były takie całkiem rodzinne. Apartament koło ski areny to był strzał w 10, mogliśmy do siebie machać z okna, a samochód stał całe 6 dni. Na stoku nie mogłam dogonić córki. Ta najbardziej wystraszona, jak już ogarnęła wjazdy kolejką (żadnych orczyków na szczęście nie było), nie chciała nam wrócić do pokoju. Syn też nabrał nowych umiejętności i ogólnie świeciły mu się pełne pasji oczka. *_*

Ludzie byli naprawdę fantastyczni, podjeżdżali do dzieci i pytali czy okej (upadek), przepraszali, rozmawiali. Poznaliśmy mistrza z 98/99 lat, emerytowany instruktor snb i narciarstwa. Przyglądał nam się chwilę i powiedział dużo motywujących słów oraz dał kilka wskazówek. Na pewno jeśli młodzi już tak jeżdżą to będą jeździć. No, to się okaże prosze pana. :)

Spacery, bitwy na śnieżki, wspólne gotowanie, konsolowanie, chill ogólny, turnieje cymbergajowe, dupoloty, dechy, knajpkowanie, wybuchające kominki, gorące oscypki w drodze, taki nasz bezcenny czas.  

Niestety w czwartek miałam wypadek, najechał na mnie jakiś typ gdy jechałam szybko. Zrobiłam śrubę, uderzyłam w ziemię i przeturlałam 3 razy. Wstałam jeździłam jeszcze i na wieczór się zaczęło. Aktualnie jest wtorek a ja na obserwacji w domu, czekam na wyniki badań no i ogólnie trochę strachu o te wewnętrzne sprawy. Trzymać kciuki. Przywieźliśmy wiosnę. <3

Dzieciaki u dziadków, z ciotką i kuzynem, a ja mam po prostu spokój kilkudniowy. Tak jakby.

18:06, seuleriels
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 21 stycznia 2019

Przeżywam najfantastyczniejszą rzecz, jaka przydarzyła mi się od bardzo bardzo dawna. 

Ktoś obudził we mnie ducha. 

Umiem wyrazić to co tak długo w sobie chowałam. Jestem jak Muminek, który obudził się z zimowego snu i poczuł na pyszczku pierwsze promienie słońca. 

 Jestem szczęśliwa i rozdarta w jednym. Jestem żeglarzem, który lęka się zrzucić cumę. 

12:11, seuleriels
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 15 stycznia 2019

Źle. Kłótniami jakimiś. Powiedziałam, że naukowcy udowodnili..... że to ciężkie pms, ale. A co, jeśli? Jeśli dopadł nas kryzys. Aż boję się pomyśleć do czego mnie to wszystko zaprowadzi. 

Po co to wszystko zaczynałam. Czy dobrze się bawię, czy już się wmotałam nie do odkręcenia. Aaaaa. 

 

I tak. Ostatnie dni jakoś mijają. Zdenerwowanie/ospałość/nadmiar energii. Po prostu zima. Wichury z deszczem, zero warunków na jakieś przebywanie na powietrzu. To chyba to. W zeszłym tyg 3, 4 h na snowboardach i sankach, teraz tylko 4 ściany i duchota, albo sala gimnastyczna. 

 

W piątek miniony w naszej szkole był koncert wośp. Atrakcje, licytacje. Wybraliśmy się, a jakże. Młodzi 'zrobili się' na sobotnie imprezy urodzinowe - paznokcie, warkocze, malowanie włosów, full serwis. :D Lolka wylicytowała jakąś teczkę na laptop, Junior rękawiczki. Ja jakieś bransoletki. 

W sobotę z Lolcią w bawialnio-wrotkarni byłyśmy na urodzinkach. Kulkolandów znam mnóstwo, ale ta sala tutaj po prostu bardzo przypadła mi do gustu. Świetnie zorganizowana, przestrzeń, widocznosć, atrakcje inne niż wszędzie, i te wrotki. Super. :) A tydzień ferii tam z wyżywieniem 3xdz i nauką jazdy jedyne 260. Wow, wow, wow Junior potem śmignął na domówkę, więc mieliśmy tzw. 'spokój', do późnego wieczora go nie było. :)

W niedzielę finał, więc pokazy, pokazy. Ten najważniejszy w Jaworznie, potem występ mężowskiego w Mysłowicach, na który nas zabrał bo nie było czasu na jakieś odwożenie - ale w sumie dobrze się stało. Poszłam z młodymi na widownię, a na zakończenie obejrzeliśmy pokazy laserowe. Cu - do - wnie. !

 

Wczoraj jakiś deadline mnie dopadł, z powodu złego samopoczucia, dobitki psychicznej z powodu znanych wszystkim zdarzeń w Pl, i olania lekcji muzycznej zasłużyłam sobie na full serwis z masażem, pysznościami, przyjemnościami i kolacją. 

I jakimś durnym, ponoć dobrym, polskim kryminałem. No nie. Nie, nie, nie. Zapamiętam winko i czekoladki. 

 

Młody ma dziś teatr, mała jutro bal, no i dentystę trzeba odwołać. A ja jak patrzę na tą górę prania, która na mnie czeka i na ksiażki, które sobie przyniosłam z biblioteki, i pomiędzy całą resztę, nie mówiąc o gotowaniu - mam ochotę przybić gwoździa albo zamknąć drzwi od zewnątrz i uciec na deskę. Dziękuję. xD 

 

Ach, wczoraj Lolcia skończyła 113 str swojej pierwszej, samodzielnie przeczytanej książki. Czytała jakiś tydzień. Już dziś planuje zacząć kolejną, a potem kolejną i jeszcze, i ma błyskotki w oczach! Kocham to. <3

 

09:39, seuleriels
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 03 stycznia 2019

Spokojna Wigilia, pierwsza żywa, moja wymarzona choinka. Potem u rodziców, i siostra przyjechała, i jakoś było. 

A potem.

Postanowiłam sobie zdechnąć i popsuć kolana. 

Siedzę w domu, łapiąc smarki swoje co 2 minuty średnio, i tak ... 

Przyjęliśmy dziś proboszcza, choć nie chciałam. Mężowski się napatoczył i zaprosił. Dziwne. 

 

Nie gadamy od posylwestra, bo mi się nie chce. Chłonę ludzkie zachowania w siebie jak w gąbkę. To i tamto, i jeszcze coś. 

 

Miałam urodziny, trzydzieste. Kraków, fajny prezent, oni. A potem wszystko zniknęło. 

 

Czuję tak straszny żal. A potem nic. 

 

 

Lusia czyta, czyta i czyta książki. A Kubi nosi okularki. <3. 

 

17:57, seuleriels
Link Komentarze (3) »
poniedziałek, 10 grudnia 2018

 

Już grudzień. Boże Narodzenie zbliża się wielkimi krokami.

Tymczasem w naszym domowym zaciszu nastąpiło nieuniknione. Mamy w domu siedmioletnią córkę i dziewięcioletniego syna!

7 i 9.

9 lat temu zostaliśmy rodzicami...

Z tej okazji urządziliśmy wypad do Szczyrku, na jedyny wówczas zaśnieżony stok. Spędziliśmy fajny czas na deskach, Junior jest już prawie całkiem samodzielny, znika z oczu i w miarę ogarnia orczyki. Lusia potrzebuje jeszcze indywidualnych lekcji, nas, czasu. Małymi kroczkami.

Ten wyjazd zakończył się w dość  dramatycznych okolicznościach. Wydaliśmy mnóstwo ponadprogramowych pieniędzy i wróciliśmy do domu komunikacją. Było trochę grozy, horroru, smutku i strachu. Cała sytuacja poza finansami zakończyła się ok. Nigdy więcej. :|

Byli goście wszelacy, zaprosiłyśmy z Milcią Haneczkę, więc mam nadzieję, że dziewczynki niedługo spotkają się i spędzą ze sobą choć te kilka godzin. Lolcia ma zaproszenie do niej na piżama party, ale bardzo nie jesteśmy przekonani. :|

Jakie są te nasze dzieci? Dziś napiszę, że trudni. Trudni dla mnie.

Za Lolcią od przedszkola wlecze się łatka 'najgrzeczniejszej'. Taka też jest, w szkole. Nie jest zafiksowana na punkcie nauki, robi tyle ile musi, a resztę czasu poświęca swoim zainteresowaniom. (Dalej lalki i miśki xD, czytanie, plastyka, planszówki, muzyka, capoeira) Ale zawsze ma wszystko na tip top. Choćby nie wiem jaki poślizg, obsuwa, późny powrót do domu i lekcje nie zrobione - ona usiądzie i dokończy, dopisze, domaluje, spakuje tornister.

Samowolka jaką ją obarczyliśmy dotychczas przynosi same pozytywy i jedną pałę, za brak pracy - którą zrobiła, ale nie do końca ok, a my - o zgrozo - nie sprawdziliśmy. Też dobra nauka. :)

Może zbyt ambitna, opiekuńcza, straszny przytulajek, śmieszek i aferzystka. Pełna marzeń. <3

Kubci znalazł sposób na znoszenie szkoły. Stopery i wygłuszacze. Rozpętaliśmy tylko jedną aferę w szkole, a tak to luz. :) Chodzi chętnie na kółko czytelnicze, co motywuje go do sięgania po ksiażki. Spodobały mu się audiobooki, jest metoda na kłopoty z oczami. Stara się być na bieżąco, choć trzeba go pilnować - u niego samowolka nie zdaje egzaminu. Potrzebuje naszej kontroli, naszego zainteresowania - obecność  dorosłych pomaga mu się skoncentrować. Pilnujemy go z historii i przyrody, które są dosyć trudne - zwłaszcza historia. Nie ma też laby z matmy. ^^ Resztę ogarnia sam, co finalnie pokazuje średnią powyżej 5 z większości przedmiotów.

Kubi to mały konstruktor i majster. Po powrocie ze szkoły często siada od razu do biurka - nożyk, rurki, kartony, kleje itp, itd i tak powstają przerózne budowle i pojazdy. W zeszłym tygodniu złożył też swój pierwszy, prawie samodzielny model, a tomcat. :) Uwielbia ruch, uwielbia capoeirę, jest fanem Michaela Jacksona, śpiewa z pamięci wiele jego utworów. Mój wrażliwiec, bliskościowiec, chłopiec z gwiazd <3.

Każde z nich jest inne. Mam z nimi nie lada maraton.. Jest trudno. Mega, mega trudno. Ale nie najgorzej. Z duetem spędzamy przygody w gabinetach lekarskich. Z duetem podróżujemy, zwiedzamy, odwiedzamy, pracujemy, pomagamy. Wszędzie i zawsze razem, w miarę możliwości.

Chciałabym, żeby te więzi przetrwały. Może to właśnie najważniejsze, co możemy im dać. ? Może nawet ważniejsze od marzeń, których na razie nie potrafimy spełnić ...

 

 

Ja bezskutecznie staram się odnaleźć w tym świecie. Przychodzi mi to z naprawdę wielkim trudem.

Codziennie, naprawdę CODZIENNIE doświadczam ludzkich ocen, fałszu, zawiści, kłamstwa i braku szacunku. Każdego dnia obserwuję wyścig szczurów. Kto lepszy, kto taki, kto inny. Ten to, ten tamto. Moje dziecko jest lepsze a nie wygrało. A moje jest najlepsze. Ja, ja i ja. I kto da więcej? Kto MA więcej. Tak mało ludzi naprawdę słucha i chce słuchać.

Wczorajsze Motomikołaje odrobinę ociepliły mi serce. Tłumy bezinteresownych ludzi.

Moja córka rozdająca balony, i synek, który je modelował. Moje dzieci animujące dla dzieci z domów dziecka. Moje dzieci, które roniły łzy wzruszenia, bo w tym ogromie nagród i zabawek nie spodziewały się, że cokolwiek powędruje w ich rączki. Moje dzieci i inne dzieci całej rzeszy Motomikołajów. ! <3

Bardzo się bałam, a potem bardzo byłam dumna. I znów mnie bolało, bo K bardzo przeżywał to wszystko.

Uważam, że obowiązkiem każdego, kto ma możliwości, powinno być adoptowanie dziecka. 400 dzieci tylko z naszego regionu. 400 osieroconych serc.

 

Obładowane paczkami, słodyczami, zabawkami. Wszystkim tym, czego nigdy nie potrzebowały.

11:31, seuleriels
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 13 listopada 2018

 

Czas przeleciał przez palce.

Ponad miesiąc w zawieszeniu. Wyznaczyłam sobie zadanie, że będzie normalnie. Ale nie było.

Nie chciałam myśleć, że oto teraz być może kończy się moje dotychczasowe życie.

Każdego dnia to następuje. Może nie tak drastycznie, ale każdego jutra nie jesteśmy już tacy, jacy byliśmy wczoraj. Nie zauważamy tego. Nie doceniamy.

Nie spieszyło mi się. Nie poganiałam.

Umówiłam, pojechałam, dostałam dwa druczki, podpisałam, oddałam. Spodziewałam się czegoś więcej, chyba.

Tymczasem wszystko zostało jakby zawarte w jednym słowie.  Nowotwór. Czas się zatrzymał.

Odczekałam 10 numerków na 3-minutową wizytę, na której dowiedziałam się najpierw, że jest źle, a potem, że jednak dobrze. Bo przecież markery są ok! I właściwie to koniec, ale zaraz się reflektuje. To nie jest koniec. To początek nowego życia bez gada. Ale jednak z gadem na duszy. Z wyznacznikiem stałej kontroli.

Życie pod kontrolą nigdy nie miało mi się zdarzyć.

Nigdy nie tracimy tego, co bylibyśmy gotowi poświęcić.

 Musiałam zwymiotować. Po czym wróciłam do domu. Do dzieci, męża i dalszego życia.

09:14, seuleriels
Link Komentarze (9) »
wtorek, 16 października 2018

14 dni i wyciągnęli mi ten shit. 

Niestety na wyniki histopato muszę jeszcze poczekać, podobnie na normalny udział w treningach. Póki co czuję się jakbym przeorała dupskiem po asfalcie. Jest okej. :D

Nie wiem czy się denerwuję, bo jakby nie mam wpływu na to. 

Stresuje mnie sama obecność u lekarza. W poczekalni. Takie rzeczy. Nie rozmyślam.

 

Jutro wydajemy miliony na łatanie szóstek, wisi nad nami ten okulista, zupełnie zapomniałam o grupowych z technik relaksacji, a gdzie jeszcze jakieś bilanse, które się napatoczyły. ;/ Loli, która jakby nie było czeka do ortopedy, niestety ma też podejrzenie skrzywienia kręgosłupa. Byłam wyczulona przez lekko odstający brzuszek, ale teraz mam jakieś rozkminy, że to dziedziczne, że wszystko co najgorsze to ode mnie mają i w ogóle. ;(

 

Tyle z lekarzy, szkoła to szkoła - jakoś leci, moim zdaniem Loli robi bardzo mało, według innych - lecą z materiałem. Hm. Kubuń sobie radzi, czasem poprawi jakąś kartkówkę czy dyktando, ale ogólnie ogarnia. Zapisał sie na kółko czytelnicze, a Lolka weźmie udział w akcji 'poczytaj pieskowi' w naszej bibliotece. 

Wprawę ma, czytać lubi, choć najczęściej czyta sama sobie, a nie nam czy kotu. ;D O, wczoraj na przykład wróciłyśmy z biblio po zmroku. :D Każdą półeczkę musiała przejrzeć. :) Dziś po powrocie mężowski oznajmia, że lekcje odrobione, a córka przybiega i mówi, że już dwie z wczoraj wypożyczonych ksiażeczek przeczytała. Co prawda tekstu w nich niewiele, ale przecież sam fakt, że tak się garnie do tego !  

 

Ubiegły weekend był mega, podjęliśmy decyzję w czwartek, okazało się, że mają dla nas wolny pokój i spędziliśmy prawie 2 cudne dni w Tatrach. <3 W piątek wieczorem zaliczyliśmy spacer po Krupówkach, pierwszy koncert w knajpie, w sobotę - poćwiczyli na salce lustrzanej, potem poszliśmy na Nosal, po powrocie i jedzeniu oni sobie ruszyli na basen, a ja cóż - poleżałam z tvp historia, bo nawet czytać mi się niezbyt chciało. W międzyczasie graliśmy w bilard, piłkarzyki i ping-ponga. Cudny czas razem. W ogóle ubóstwiam ośrodki wypoczynkowe, przy których mieszkają zwierzęta. <3

W niedzielę musieliśmy zdążyć na urodzinki do jump parku, Lolcia wzięła udział w imprezce, my się niby zapoznawaliśmy (rodzice), a Kubuńkowi też wykupiłam bilet, sobie salta robił. Uwielbia to. 

Kubuń był niedawno w laserhousie, też na urodzinkach, świetna impreza. 

Ogólnie wszystko mega, ale ceny zabójcze. :) Nie wiem co my wymyślimy. ! Zwłaszcza, że teraz takie rewelacyjne wydatki się szykują. Najchętniej zorganizowałabym coś sama, tylko koszty wynajęcia sali mnie rozwalają na łopatki. 

 

Październik. Słoneczny, kolorowy. Tu i teraz. 

17:28, seuleriels
Link Komentarze (1) »
czwartek, 11 października 2018

Mam dziś pierwszą labę w historii nowego życia.

Od 8 do 13.30. Oboje. Dziś w naszej szkole Dzień Ed Narodowej. Junior śpiewa na akademii, a Lolka wręcza upominek. 

Wydaje mi się, że wypracowaliśmy rytm. Że udaje się nam bez awantur wygrzebać rano, bo lepiej się rozumieją. Lolka nie czuje przedszkolnego luzu, jest obowiazkowa - wie, że musi zdążyć i stara się ze wszystkich sił, niczego po drodze nie zaniedbując. 

Junior nadal ma problem z samodyscypliną. Gdzieś popełniliśmy błąd, to moja pierwsza myśl, ale zaraz ją odrzucam. Wcale nie musi tak być. Świat biegnie dla niego innym rytmem. Nie jest typem, który łatwo się dostosowuje. Musi sam sobie wypracować pewne schematy po to tylko żeby było mu łatwiej. Musi... Tak ciężko mi się to pisze. Myślę, że byłoby ławiej gdybym pogodziła sie z pewnymi faktami. Zaakceptowała że tak musi być. Że szkoła to coś co każdy przeszedł i przeżył. Ale, kurde, nie potrafię. 

Problem w tym, że inne drogi przerastają nasze możliwości. Koło się zamyka, i musi być jak jest.  

 

 

Tak że dziś tylko ja i to, co z tym zrobię. 

 

11:43, seuleriels
Link Komentarze (3) »
wtorek, 02 października 2018

Jestem swoim krytykiem.

Śmieję się z siebie, bo: dostałam cycków - jak wyskoczę z 'D', to pomyślę co z tym zrobić. Czuję, że to nie jest TO, więc wyciągam wagę. Na szczęście bateria się wyładowała, więc nie zważę kota, no przecież siebie nie zamierzałam.

Mogę wrócić do pałaszowania biedronkowego tiramisu, które mam tylko dla siebie. Żeby koteł, zwany po wakacjach 'pączkiem' nie czuł się samotny, wrzucę mu świeżo rozmrożonego filecika. 

 Treningi mają teraz inny wymiar. 2 razy w tygodniu, podział na grupy... I dużo biegania. W sensie takim, że ostatni tydzień to były turnieje piłki nożnej. :D Spaliłam więc sporo, ale nie widać. Kciuki w dół. 

Osiadłam w domu. Osiadłam na trwałym L4 'bezrobotnej' matki. Dlaczego matka, która nie pracuje nie ma żadnego prawa do urlopu? Powiem jak to wygląda w praktyce, choćby dzisiaj. 

Wróciłam o własnych nogach prosto ze stołu chirurgicznego, z kilkoma szwami, powitałam, odgrzałam dzieciom wczoraj przygotowany obiad i ogólnie hasam, przysypiając. ;D Wybawił mnie w końcu mężowski. A gdzie tam jakaś grypa, gorączka, matko i córko. 

Czasem mi się wydaje, że kiedy mam niedyspozycję zdrowotną, świat stoi w miejscu. Leżąc przez 3 dni mój powrót do obowiązków zaczyna się od nadrobienia tamtych 3 dni. Nikt, k, za ciebie nie zrobi. 

Wracając do chirurgicznego stołu, zmiana, której się pozbyłam okazała się mała z zewnątrz a duża w środku. Ujowo. Cierpię zatem katusze jakieś tam fizyczne i psychiczne. Generalnie o tym nie myślę, ale jednak myślę. 

Boli mnie głowa. 

 

18:51, seuleriels
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 81
| < Marzec 2019 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
        1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 31