RSS
piątek, 07 lipca 2017

Ruch. ! Na świeżym powietrzu. na rynku. 

Najpierw zgroza, bo jesteśmy tylko my (4) i R. Sam, bo wysłał rodzinkę na wakacje. No cóż. Zaczynamy. I już za mną dwie dziewczynki, za moment dobiega Zuzka nasza, a potem jeszcze jedna dziewczynka i chłopaczek co przyjechał na wakacje ze stolicy. 

Myślałam, że nie oderwę się od ziemi po takiej przerwie, z biednymi kolanami i bolącym ścięgnem ale nie było źle. Zasadziłam kopa mężowskiemu, wiec było warto. xD

Ponieważ trochę się zastałam, mam szereg dolegliwości około kościstych, tłusty brzuch i monotonię dnia, postanowiłam wdrożyć sobie plan ćwiczeń. Trzymajcie kciuki za powodzenie planu, bo poranki są trudne ... 

 

Niedługo wyruszamy na parę dni na pierwszy wypoczynek. Niedaleko, ale w leśno-jeziorkowe, spokojniejsze okolice. Pogoda teraz zmienna, ciepła, z gwałtownymi burzami i deszczem ... Ciężko zaplanować jakiś wypadzik plażowy, ale może się uda. 

 

 

***

W tym tygodniu odstawiliśmy jeden lek. Historia długa i niepokojąca. W skrócie - Junior dostał żujki przeciw dusznościom na stałe, około kwietnia-maja. 2 tygodnie temu zorientowaliśmy się przy wykupowaniu kolejnej recepty, że nie zgadza się dawka ... Zamiast żujek miał tabletki dla 15-latków do łykania, które ... żuł. Od kilku tygodni Junior przeszedł różne badania związane  z porannymi bólami brzucha, w tym usg brzuszka, nerek, testy w kierunku pasożytów, bez rezultatu ... I nagle bóle ustały.

W zeszłym tygodniu, w czasie sprzątania za łóżkiem znalazłam równo 14 żujek. Niektóre całe, inne wyżute częściowo. 14 żujek. (Odkurzam ściany i łózka raz w tygodniu, chyba ze nas nie ma w weekend, to przechodzi na następny).

Wszystko składa się w całość, choć to tylko podejrzenia ... Fakt, że w czasie długiej rozmowy telefonicznej lekarka 3 razy zmieniała zdanie - od momentu kiedy chciała przepisac dalej tą samą dawkę, do ostatecznej decyzji - odstawiamy całkiem i obserwujemy.

Nie umiem tego skomentować.   

21:00, seuleriels
Link Komentarze (1) »
środa, 05 lipca 2017

Podróż Teo Catherine Clemens

Krawcowa z Madrytu Maria Duenas

Opowieść o Kullervo J. R. R. Tolkien

Woda dla słoni Sara Gruen 

 

 

Każda na plus, przy czym dawno nie czytałam tak mocnej, trudnej ale i pięknej książki jak Woda dla słoni. Dostarczyła mi dużo, dużo emocji i zapadnie w pamięć na długo.

Właśnie odkryłam, że jest też film, ale nie wiem czy odważę się go obejrzeć. Raczej nie. Raczej długo, długo nie. 

 

Z dziećmi dalej wertowaliśmy przygody Lasse i Mai (dla mnie bez szału, ale im się podoba), był też Król Lew a także rozpoczęliśmy czytelniczą przygodę z Alicją w Krainie Czarów i po drugiej stronie Lustra, już piszę dlaczego. :) Upolowałam piękny okaz wydawnictwa Alfa z 1990 roku (!) w stanie idealnym, za 12 zł.... Przepadłam. To było moje marzenie. ;3  

19:38, seuleriels
Link Dodaj komentarz »

Milcia porzuciła rower... W ogóle porażka. Była nam nim raz, może dwa. 

A pamiętam jak śmigała w tamtym roku, na wsi, bez trzymania ........ 

 

Za to jednego popołudnia wyciągnęłam rolki i zarządziłam, że przymierzamy. Dała się namówić i wyszliśmy na dwór. Niepewnie, pomalutku, tu mnie trzymaj, chcę buty itp. 

Na drugi dzień chciała pójść znowu. I zmiana o 180 stopni. Dziecię jeździ bez zarzutu, po całym parku, z górki i pod górę, szybko i pomału. Nawet nie muszę patrzeć ani się martwić. Bosko!

 

Mam więc rowerzystę i rolkarkę. ;3 To jest ten czas, bym pomału pomyślała o swoich ....... 

 

19:23, seuleriels
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 03 lipca 2017

Kub i Mil bardzo się kochają ........ Oczywiście jak to w miłości - wzloty i upadki .... Wczoraj postanowili razem spać. Panna przeniosła się z góry ze swoim dobytkiem, zrobili sobie bazę na dole i zasnęli po 23. PO 23, bo przecież trzeba było dwie godziny gadać i się zaczepiać i śmiechy chichy.... 

Mężowski na występie, ja - szybkie SPA i do łóżeczka z myślą, że pośpię do 9 tej. 

5 rano. 

Uwaga, 5.00. 

Z prawej od mężowskiego Kub z kocykiem, na moich nogach Mil - wyspana, bo czuję, że nie śpi tylko kombinuje. Kot na klacie. W końcu zerkam na zegarek, 5.30. Jak się zerwałam ............. 

Odmaszerowali, oczywiście w szoku (kot też) i że jak ........ Więcej nie zasnęli. Serio. (no, może kot). 

 

Zrobiliśmy już dziś mnóstwo rzeczy, byliśmy na rowerach i rolkach. Mężowski po pracy powiedział, że pragnie mnie odciążyć i zabierze dzieci na przejażdżkę rowerową. Oczywiście teraz kiedy to piszę, zamiast się relaksować, umieram z niepewności. Mam pole do przepracowania ........ Oni uwielbiają siebie, swoje towarzystwo, swoje sprawy. A ja ? Mogę wszystko. Wypić kawkę na balkonie, poczytać książkę, obejrzeć serial jakiś lub cokolwiek czego pragnę. 

 

Zrobił się piękny ten strasznie zapowiadający się dzień. 

 

 

Od środy wysyłam ich na zajęcia do biblio, będę mieć godzinkę na... No właśnie, na co? 

 


16:42, seuleriels
Link Komentarze (2) »
środa, 28 czerwca 2017

 

Przewrotność, nieprzewidywalność życia daje nam się ostatnio we znaki baaardzo. Dużo by pisać, a dzień tak szybko mija. Czy ja się kiedyś wezmę w garść? 

Nie oczekiwać. Przecież tak to miało być ... 

 

W piątek zakończyliśmy rok szkolno-przedszkolny, 3-godzinną akademią o charakterze pożegnalnym. To było STRASZNE. Za moich dziecięcych czasów uroczystości odbywały się na świeżym powietrzu, na placu przed szkoła. Jest tyle możliwości ......  A tutaj nie. Duszna sala i jedziemy z koksem. Pożegnanie pani dyrektor, pani wice dyrektor, gimnazjalistów i na koniec naszej wychowawczyni. :| Tak, Kubi znów zostaje bez swojej pani ... Co gorsze - wcale nie jest pewne czy wróci nauczycielka z klasy pierwszej. 

Świadectwo mamy piękne, opisowe - choć ten opis jest bardzo krótki jak na caaały rok szkolny. Formalność taka. Pominę może milczeniem cała niesprawiedliwość jakiej byłam świadkiem, i to jak się we mnie gotowało gdy pani wyczytywała wyróżnienia. Dokąd zmierza ten świat ??!! Ochłonęłam i nabrałam dystansu. 

 

W piąteczek Misie pojechały do dziadków. Spędzili sobie  z nimi weekend na spacerach, wycieczkach, festynie rodzinnym, zbieraniu poziomek. ^^ A my? My ... Odpoczęliśmy ... Sobotni chill trwał w najlepsze do popołudnia, bo potem pojechaliśmy do wesołego miasteczka na występ. Weszłam w charakterze członka zespołu, jako pomoc. Tego wieczoru odbywały się różne atrakcje, bo przecież Noc Kupały. Był nasz występ Fluo, ale zanim on to sobie pospacerowaliśmy i zaznaliśmy atrakcji. Jedno jest pewne: moja hardcorowa dusza ulotniła się. Rollercoaster mnie wykończył. :o W białej namiotowej kuli trwały przygotowania, malowaliśmy, próby, i cała reszta ... Po występie i myciu poszliśmy na pokaz ogniowy, a niedługo później o północy 'karuzele poszły spać'. 

W niedzielę ruszyliśmy sobie w góry, zdobywając Diablak od Zawoi. Pogoda dopisała i wszystko inne, poza kolanami, a ściślej mówiąc jednym kolanem. Piękny to był dzień i dłuuugi. ;3

 

Wakacje rozpoczęte. ^^ 

 


 

 

***

Pozwolę sobie słów kilka, bo przecież to już 9 lat odkąd pierwszy raz splotły się nasze dłonie ... Mężowski mój, moja miłość, przyjaciel i trener oraz wkurzaczus pospolitus. Drogowskaz, opiekun, towarzysz.

Moje ciepło i mój dom. 

 


12:07, seuleriels
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 20 czerwca 2017

Stopni jakieś 35 i skwar niesamowity. Milcia odstawiła przedszkolny występ wyśpiewując piosenkę, Kubuń odebrał nagrodę za 3 miejsce w konkursie plastycznym o rodzinie. 

3 miejsce ! I z 10 wyróżnień. A teraz szczerze. Jak mi pokazał tą swoją pracę, na cienkiej rysunkowej karteczce A4, kredkami, te wielkie buty i grube nogi i takie tam......... Nie wierzyłam, że cokolwiek z tego będzie. Skreśliłam me dziecko w myślach i mi wstyd. Usiedliśmy potem, zaproponowałam, że pokolorujemy razem tło i dodamy jakieś 'przyklejki', żeby praca była ciekawsza. Porobiliśmy wspólnie motyki quillingowo - bibułowe, nalepiliśmy cekinkowe kwiatuszki i nie pamiętam co jeszcze. praca 'ożyła', i mimo, że było wiele innych cudnych prac, ta Kubusiowa się spodobała na tyle, by zdobył 3 nagrodę. Wierzcie w swoje dzieciaki i wspierajcie je z cała mocą, choćby nie wiem co.

Muszę przyznać, że nie lubię takich imprez, ale ten festyn był zorganizowany tak, że miło mi się spędziło te prawie 4 godziny. Wszystko odbywało się w ogrodzie na terenie kościoła. Nie zdawałam sobie sprawy dotychczas, że tam jest taka piękna, zielona, ogromna  przestrzeń. Było mnóstwo atrakcji, a wszystko ufundowane przez miasto. Bardzo, bardzo okej, postarali się (poza jedną z pań od malowania buziek xD).

Leżaczki i ławeczki, stoliczki. Dmuchaniec, taki ładny, nowy, kolorowy i DOBRZE ZAMONTOWANY - duży plus za max 4 dzieci na 1 wejście. Trampolina, wielkie bańki, loterie, różne prace plastyczne i techniczne, malowanie węglem, konkursy dla dzieci, przeciąganie liny,  piłki wielkie i małe, facepainting, stoliczki dla maluszków, waty cukrowe, poczęstunek w formie kiełbasek i specjalnie przygotowanych talerzyków z owocami, ciastami, cukiereczkami itp - ładnie, kolorowo, pysznie i różnorodnie. Bardzo byłam zadowolona i dzieciąteczka również. :)

Lusieńka wybrała sobie żółwika na policzku a Kubuń Pikachu na caaaałą swoją buźkę. ^^ Chyba najfajniejszą wygraną jest taki drewniany zestaw podróżny : szachy, warcaby, bierki i domino w jednym. Małe, płaskie, 'do torebki'. ;3  

10:29, seuleriels
Link Dodaj komentarz »

Czorsztyn bez zamku.... Tak. Farciarze z nas. Cały tydzień upał, i w poniedziałek też. A piątek, sobota i kawałek niedzieli zimno i deszcz. 

 

Zakończenie sezonu organizowane przez zaprzyjaźnioną sekcję naszej grupy. Wyjazd ten zaplanowaliśmy jeszcze w ubiegłym roku. Chcieliśmy, żeby było bardziej luksusowo niż w Pietraszonce. :P I było. 

 

Przyjechaliśmy w piątek popołudniu. W sandałach, krótkich rękawkach, okularach przeciwsłonecznych wysiedliśmy w deszczu i raptem 11 st C. ^^ Ognisko z tańcami, mnóstwem tańców ! Nie spodziewałam się aż takiego 'porywu', zostałam liderem pokazywania ruchów. Nad Mikelem Jacksonem muszę jeszcze popracować ... Śmiechy, dobre jedzonko, leczenie bóli brzucha na huśtawce. ... Kubuń przepadł z kolegami, a Lusieńka zasnęła u tatusia na kolankach, otulona czterema kocykami. Przebudziła nam się potem w pokoju, miała koszmar i wybiegła na schody ... Pierwszy raz w życiu taki numer. Potem tuliłam ją cała noc na tym wąskim łóżeczku. 

Sobota pogodowo jeszcze gorsza ... Rozpadało się na dobre i było po prostu zimno. Dzień upłynął nam głównie na grach i zabawach świetlicowych z dzieciaczkami i między sobą. Po obiedzie poszliśmy na deszczowy festyn, z zaproszeniem od naszej gospodyni na degustację potraw regionalnych. Bryndza, kwaśnica, babówka i wiele innych. Ruszyliśmy potem w stronę zamku, ale wiatr był zbyt silny i padał deszcz, więc zawróciliśmy i wdrapaliśmy się do bacówki popodglądać owieczki z ich długoogoniastymi malutkimi.

Po powrocie znów świetlicowanie i grillowanie stołówkowe. Przepadłam w dwie gry - Rummikub i 5 sekund, polecam ! Z naszego Nie śmiej się zrobiliśmy kalambury. Najlepsza była gra w ping ponga na 4 osoby, całe ciało mnie bolało ze śmiechu. Piłka w grze. Lusiaczek w końcu pozbyła się tej wiszącej przed stałym zębem dolnej jedynki, tylko po to by oznajmić, że kiwa jej się górna. ! :o

Niedzielne powroty... Odbieramy wiadomości od osób, które już wyjechały - którędy jechać, co omijać ... A my swoje ... Poronin, Zakopane... Zaczęło się wypogadzać. Na Krupówkach zjedliśmy obiad i zaopatrzyliśmy dzieci w trekingowe butki, po czym ruszyliśmy na spacery, do Doliny Małej Łąki. Mnie ten spacer zmęczył, a Lusieńka powiedziała, że nie lubi gór, nigdy więcej już nie chce w góry i ogólnie 'zaraz tu umarnę'. Księżniczka nasza... ;3 Potrafi hasać i cisnąć z uśmiechem a za moment wymięka i ma dość życia. Nie wiem jak by tu jeszcze urozmaicić górskie spacery, skoro żadne owce, koniki, stada czarnych wiewiórek nie dają rady. Nie chcę, by góry stały się jej traumą z dzieciństwa. 

22 w domku. I 11 stopni więcej w nocy niż za dnia w górach. 

 


10:09, seuleriels
Link Komentarze (2) »
środa, 14 czerwca 2017

Ubiegły weekend, tak jest.

Piątek - trafiamy wieczorkiem, na sali już trwa lekcja muzyczna z naszymi najważniejszymi gośćmi. Trochę z tym było stresów, bo c.m angażował wszystkich do solówek, a ja nie zawsze rozumiem co on nadaje. :P Zresztą nie tylko ja.

Potem poszukiwanie miejsca do spania. Sala choć nowa i cudna - bez klimy... Stwierdziliśmy że tam nie damy rady, więc znaleźliśmy sobie lokum w małej salce po drugiej stronie korytarza - przynajmniej było czy oddychać. A że kolega B jechał rano na egzamin, dało się tez wyspać. :D Posiedzieliśmy sobie do północy pilnując dzieciaków na sali, gadając z hiszpańskim graduados za pomocą tłumacza google. Próbowaliśmy go nauczyć 'Maszerują strzelcy'. xD

W sobotę od rana - po śniadanku - treningi. Trening z powyższym graduados, potem z moim ulubionym profesorkiem, następnie maculele i nauka tańca frevo (z parasolkami) z super zakręconym gościem. I całkiem całkiem później, na koniec, trening z najważniejszym c.m i batucada. ^^

Potem standardowo wieczór, kąpiel, zabawy, spanie ... Bo w niedzielę tuż po ciekawym wykładzie z fizjoterapeutą- specem od weteranów wojennych (który wytłumaczył mi, że mogę biegać !) rozpoczęła się ceremonia nadania stopni... Najpierw Lusieńka, potem ja no i Kubuń. I kto mnie ochrzcił? Jakże by inaczej... Specjalnie przestawiał wszystkich tak, żeby grać ze mną. (Tak, mam specjalne względy. Nie, to przeważnie nie jest korzystne, ale miłe :P) Nasz profesor. ^^ Jak było? W głowie miałam cały czas inne pomysły, a zrobiłam coś całkiem innego. Podobno tak właśnie jest. ... Oglądając filmik odczuwam zażenowanie, ale też mobilizację do dalszej pracy nad całą sobą. 

 

Wróciliśmy z nowymi koszulkami, abadami, cordami (dla mnie brakło, ale nie będę pisać o organizatorskich porażkach) i jacyś tacy nowsi. :) 'siemano szyszunia' i do przodu ... 

 

A w niedzielę, po obiedzie umówiliśmy się jeszcze z Brazolami na piknik... Na łące, przy lotnisku, w pełnym jeszcze słońcu, w towarzystwie startujących szybowców ... Grać w piłkę z mestre - taka przygoda ! Luśka nauczyła się wtedy wywijać fikołki na trzepaku. ^^ A ja lałam ze śmiechu jak jeden z naszych gości pomagał babkom, które ledwo się na rolkach trzymały. Też miały przygodę życia. :)) 

 

11:13, seuleriels
Link Dodaj komentarz »
środa, 07 czerwca 2017

W ubiegły weekend mieliśmy przyjemność organizować drugie już ognisko dla naszej grupy. Naszymi gospodarzami byli kolejny raz rodzice Aniołka - dziewczynki, która zapadła mi w pamięć na pierwszych warsztatach mego synka, kiedy to od pierwszych ćwiczeń stworzyli razem zgraną parę. ^^ Darzymy się wieelką sympatią zarówno z Aniołkiem jak i jej rodzicami. Są z nami zawsze, w każdej niemalże sytuacji możemy na nich liczyć.

Pogoda nam dopisała, przyjechaliśmy najwcześniej, około 16, a jeszcze piekielnie prażyło słońce. Ogród, trampoliny, huśtawka... I nasza pomału kompletująca się ekipa popijająca zimne napoje w oczekiwaniu na komplet. ^^ Kiedy przybyli wszyscy uruchomiliśmy ruszt i udaliśmy się w górę przez cmentarz na szkolne boisko. Tam po krótkiej rozgrzewce zrobiliśmy sobie rodę do której zaproszono mnie podstępem. Potem razem z kolegą obgadaliśmy temat, że musimy naprawdę zacząć się przełamywać... I on to zrealizował na wczorajszym treningu, wbijając do najbardziej zaawansowanych. Ja - nie. No może minimalnie.

Godzinami operować nie będę, bo nie wiem. :P Kiedy już się ściemniło i ochłodziło, dzieci poszły do domku, otuliliśmy je kocykami, poduchami, i odpaliliśmy seans. Sami wybrali bajkę, w czasie której kolejno 'odpadali'. Zamknęliśmy imprezę około 4 nad ranem, dojechaliśmy do domu kiedy niebo było już jaśniuteńkie. 

Świetnie, że spotkałam sie z kochanymi osóbkami, razem z E poprowadziłyśmy tańce dla dzieci. Pogadaliśmy, poznaliśmy się lepiej z tymi, których rok temu jeszcze z nami nie było. I w ogóle, serce mi się rwie na myśl o nadciągających  warsztatach i naszym wyjeździe w góry ! To wszystko, wszystko, cały ten czerwiec, tak się dzieje i będzie działo. ! 

 

Wracając do mojego trenowania ... Wczoraj miałam taką nieprzyjemną sytuację na treningu, z mężowskim. :| W czasie naszego wolnego czasu, kiedy prowadzony był trening dzieciaczków, wzięliśmy się wspólnie za ćwiczenie stania na głowie i rękach. Dużo było przy tym śmiechu i zabawy, jak zawsze, ale i postępy, które tak nas cieszyły. :] Do czasu .... 

Mężowski na godzinie dla zaawansowanych, zaraz po intensywnym rozciąganiu ruszył z zadaniami obciążającymi całą górną partię ciała... To znaczy w momencie, kiedy my już mieliśmy tego dość, bo sobie sami 'doładowaliśmy', on postawił cały trening na to, czego właśnie najbardziej nienawidzę. W dodatku z przesadą. Każda seria, każda runda to były tylko kedy, stania na głowie, gwiazdy na głowie i tak dalej. Po 4 miałam dość, aż w końcu poczułam, że to koniec, bo już nie odrywam nóg od ziemi, ręce nie wytrzymują, głowa boli od twardej posadzki i jeszcze coś w łokciu się stentegowało. Poszłam na bok, i podobno posłałam złe spojrzenie. Co dziwne, bo wśród tych trudów nie brakowało wspierających śmiechów. Poza tym nie miałam i nie mam do nikogo pretensji ani żalu. Trening is trening, a to że nie daję w czymś rady to jest komunikat żeby pracować więcej... Ale też, by odpuścić zanim zrobię sobie krzywdę. Myślę, że jestem na tyle dorosłą i świadomą osobą, że znam swoje granice, wiem kiedy mogę jeszcze pocisnąć, a kiedy przestać ... 

Mówią, że poprzeczka musi być zawsze wyżej niż cel. Moim celem nigdy nie było zostanie 'maszyną'. Nie będę i nie chcę być ekspertem, najlepszym, wymiataczem. Nie te lata, nie to zdrowie - mówię, ale to też nie o to chodzi. Nie jestem osobą, która idzie za ciosem... U mnie większość rzeczy dzieje się z czasem i stopniowo. Tak mnie to ruszyło, że ktoś mógł pomyśleć inaczej, a najbardziej chyba, że m wjechał na mnie... I to niedługo po tym, jak usłyszałam od innej osoby 'ja to ci się naprawdę dziwię, że nie wymiatasz jak on' ... Wielkie heloł, i moja w duchu odpowiedź, niekoniecznie nadająca się na głos. Co jest nie tak z ludźmi, że chcą uszczęśliwiać na siłę, mówiąc innym co mają robić, co powinni... To żadna motywacja, żaden kop, chyba że taki o ... facepalm. 

 

I'm so happy ! 


10:58, seuleriels
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 05 czerwca 2017

'Dziewczyna, którą kochałeś' Jojo Moyes. Miałam trochę problem z tą powieścią, ponieważ  akcja rozgrywa się na dwóch płaszczyznach czasowych, a ja bardzo chciałam zostać w tej jednej ...

'Płyń z tonącymi' Lars Mytting. Urzekła mnie okładka, a jakże.  Powolna akcja, a ja jestem taka niecierpliwa.

Polecam obie. 

Kolejne 3, które udało mi się pochłonąć, to literatura naukowa, psychologiczno-pedagogiczna, przymusowa. Nauczyciel-uczeń, Kształcenie nauczycieli przyszłej szkoły, oraz - i tu uwaga, bo polecam: 'Nauczyciel - wychowawca' Garry Hornby, Eric Call, Caroll Hall --> bomba wiedzy dla wszystkich, którym dane jest pracować z dziećmi i ich rodzicami. Podejścia terapeutyczne dla konkretnych trudności i propozycje takich zajęć terapeutycznych z rodzicami i dziećmi. ;3

 

 

U dzieci rządzi Biuro detektywistyczne Lassego i Mai. ^^

14:23, seuleriels
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 73
| < Lipiec 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
          1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
31