RSS
czwartek, 25 maja 2017

Szczepienie Milci... W jedną rączkę polio, w drugą - błonica, tężec, krztusiec. Od roku nie szczepią żywymi, nie ma tych shitów do picia, tyle dobrze ... 

Dzielna, uroniła jedną łezkę. Byliśmy obok, ja i braciszek. I co? I jeszcze nie wyszliśmy z gabinetu, zaczęło boleć. Do końca dnia była biedna i nie mogła podnieść rączek do góry. Dziś boli jeszcze tylko polio. :| 

 

Juniorek dostał skierowanie na usg brzuszka. Codziennie rano budzi się z bólem podbrzusza, robi siku i ból mija. Żadnych badań, tylko to usg. :| Cieszę się i tak że chociaż to się udało dostać, bo akurat on nie miał tego usg nigdy w życiu. 

 

 

Afera u babci i teściowej: Zorganizowaliśmy 'zasadzkę' by przemówić do rozsądku tej drugiej. Boziu, jaki mężowski był świetny. Uwielbiam jego stanowczość i bezpośredniość. To była cholernie trudna rozmowa, czekamy na efekty - mimo przyznania racji i skruchy, może to się potoczyć różnie. 

 

Afera u rodziców: każdy ma swoją wersję, ja wczoraj poznałam tą tatową i biorąc pod uwagę moje doświadczenia z czasów kiedy mieszkaliśmy pod jednym dachem, wierzę ojcu. Niestety. :| Strasznie to trudne, mama OCZEKUJE nas roszczeniowo wręcz, na Dzień Matki. Źle się czuje, szlag ją trafi, ma różne plany, itp itd. Nie mamy ochoty tam jechać.... Każdy powie żeby to przezwyciężyć, że to matka, że nie wypada. ? Najchętniej zorganizowałabym jej taką pogadankę, jak wczoraj u teściowej. :|

 

 

Dziś egzamin i jest ciężko. Ciągle mnie boli brzuch a wczoraj się poryczałam z tego wszystkiego. A tu jeszcze fikańce, śpiewańce, klaskańce i wiązanie sznura, które ostatnio pomyliłam - bo nie mam spodni jeszcze a bez szlufek to jakoś tak inaczej.  

 

 

Kupiliśmy rowerek Milciowi. Ładny taki, używany. Raz dwa z niego wyrośnie, choć mężowski mówi że nie. :P Tata kręci nosem bo chciał się złożyć na nowy. Tłumaczę, że się złożymy, na większy już taki, jak przyjdzie czas. Czuję, że mam rację. Że nie zawsze trzeba mieć parcie na nowe i najlepsze. (Jak przy pierwszym naszym dziecięciu)

 


12:26, seuleriels
Link Komentarze (1) »
piątek, 19 maja 2017

Wymiękam. 

Ten tydzień nabrał tempa, przez mój życiowy nieogar. Nagle się okazało, że to już na jutro trzeba zamalować brystol, że to już w ten piątek majówka, że to już i teraz wszystkie zebrania świata, normalnie jedno wielkie gwałtu rety. :|

 

Zrobiłyśmy fajne, pirackie animacje na urodzinkach. 50% planu, druga połowa spontan. I tak najlepsze były przygotowania... Płakaliśmy ze śmiechu, jakże by inaczej. Mogę rzec, że uwielbiam tą robotę, a najbardziej zadowolonych rodziców i dzieci które krzyczą: to najlepsze urodziny w moim życiu! Albo: to niesamowite! - po tym, jak odwalam moją ukośną gwiazdę, by nawiązać kontakt z jedną za bardzo cyrkującą dziewczynką.  :D

Dziś mieliśmy majówkę, czyli taką mega bibę w przedszkolnym ogrodzie. Dmuchańce, skakańce, kulkańce, stanowiska przygód, scena, słuzby porządkowe i nawet karuzela ! Wróciłam wyczerpana psychicznie. Musieliśmy iść na prawie wszystko, i musiałam tłumaczyć Luśce sto razy, dlaczego nie kupimy balona 'bo zapomniałam'. 

 

u Kubciaka w szkole źle się dzieje. Znów zamieszanie i strach, co będzie dalej ... Luśka ćwiczy charakter, a z mężowskim rozumiemy się jak jeszcze chyba nigdy. 

 

6 dni do egzaminu . :| !!! 

23:17, seuleriels
Link Komentarze (4) »
czwartek, 11 maja 2017

Mężowski wrócił z tych dalekociepłych zawodów. Fantastycznie było i wysoki poziom, bo tam jednak większość ludzi ze sznurami, których w Polsce mamy ... nie mamy. :| Wrócił, taki on, piękny, zdolny, kochany, pożarty przez małpy, a mnie się ulało..... Z przemęczenia, kłopotów i żalu... 

Natomiast przyznaję, że była to pierwsza kłótnia od czasu mej lutowej przemiany. Uważam, że praca jaką wykonałam i wykonuję każdego dnia przyczynia się do tego, że umiemy normalnie pogadać, że jesteśmy 'na bieżąco' ze swoimi myślami (choć nad tym akurat wciąż pracuję, np. długo musiał ode mnie wyciągać o co chodzi), że mimo wszystko kończymy każdy dzień przytuleni. Widocznie przyszedł ten moment, moment 'sprawdzianu'. Może to on chciał sprawdzić mnie, a może nikt nie chciał mnie sprawdzać, tylko musiałam się uzewnętrznić, a zapomniałam, żeby nie w emocjach. Zwyczajna słabość. 

W każdym razie, po burzy wyszło słońce. A potem wyszło, że tydzień przerwy poważnie odchoruję....

Po niedzieli w przypływie nagłego impulsu pojechaliśmy na trening do kolegi. Kolegi! Do mojego, niedługo, egzaminatora. Brr. Jeszcze 14 dni. :| To był bardzo fajny trening, po którym bolały mnie wszystkie, dosłownie, mięśnie, i do tego konieczne było założenie pasa na krzyż. :D SKS normalnie. Dodatkowo zjawił się ON. Już się znaliśmy, zagadywał na urodzinach naszej grupy, i jakiś warsztatach... A mnie naszło objawienie, kto to jest, ta gaduła. Taki nasz sławny, uwaga, między innymi, pisarz fantasy. A ja zamiast prosić o autograf, myślę w duchu, dość niekulturalnie, 'przestań do mnie gadać mendo'. Głupia ja. :P

Na drugi dzień z takim ledwo-życiem dotarliśmy na naszą salę, i tu też był fajny trening. ! Mamuśku, ogarniam! Ja lubię, kiedy się okazuje, że ogarniam. Myślałam, że była kicha, a mężowski: bardzo mi się podobała ta gra. <3<3<3 Można coś piękniejszego usłyszeć? :)

Znamy miejsce naszego wydarzenia, gdzie będą wręczane 'sznury'. --> 10 lat temu odbyła się tam pewna, MOJA, studniówka. I ja się cieszę, a tu słuchy dochodzą, że jest tam koszmarna wentylacja, a przecież będzie raczej już gorąco. 

 

Tymczasem siedzę dniami i nocami, bo maj, bo się dzieje. Weekend zawalony, szykujemy scenariusze, przebrania, rekwizyty, ODWAGĘ. Będą piratki, a potem testowanie mojej nowej super kiecki. :>

 

 

Bobaszki się mają tak sobie. Wczoraj trafiliśmy z Kubim do przychodni, po nowe żujki, i po krople, bo nie radziliśmy z gilami przez ostatni tydzień. Zatoki jakieś, czy coś. Pani doktor się nudziła, to się jeszcze pokonsultowaliśmy i zważyliśmy. Junior waży 18 kg. A 18 kg ważył w... styczniu. 

Z Luśką mamy znów historie. Wszystko na przekór i po swojemu. Najgorsze, że jak zawodzą nasze metody, a wszyscy jesteśmy zmęczeni, jest późno, to dzieją się rzeczy złe. Wymuszanie, straszenie. Przykład z wczoraj: 'będziesz w końcu grzeczna, czy nie?' Dziecko płacze i mówi, że nie wie, bo jak ma to niby wiedzieć?! Serce pęka, a kochamy ją całym tym sercem. 

 

W końcu ciepły dzień. I trening. !

11:03, seuleriels
Link Komentarze (1) »
środa, 03 maja 2017

Kwiecień to moje pierwsze spotkanie z Remigiuszem Mrozem. Przeczytałam całą serię Parabellum, i jestem zachwycona. Nie sądziłam, że to właśnie  literatura wojenna stanie się moim małym zachwytem czytelniczym. 

 

Zaraz potem sięgnęłam po książkę, którą kupiłam jakiś czas temu - biografię Krzysztofa Kamila Baczyńskiego, mego ulubionego poety, napisaną przez Wiesława Budzyńskiego. Teraz stwierdzam, że był to bardzo dobry czas na ponowne spotkanie z Baczyńskim. Warto odkryć, warto mieć. 

 

 

 

***

 

 

 

Niemoc. Najłatwiej zacząć tłumaczyć taką nieobecność tym słowem. Tylko, że to nie do końca tak. Dużo się działo. Dużo pracy, ćwiczeń, zmagań, planów. Najbliższa niedziela miała być wyjątkowa, ale jej nie będzie. Nieważne. 

Mężowski w Hiszpanii. Bilet dostał, jako gość pojechał na zawody. Gdyby to tylko to... Morze żalu mi się jawi w dzień i nocy. Do niego, do siebie i do całej sytuacji. Wszystko było takie jasne i nie widziałam problemu, ale im dłużej to trwa, tym bardziej wzbierają we mnie te negatywne emocje i przemyślenia. 

Wylądowaliśmy u dziadków, i jeden dzień był nawet sympatyczny. A tak to lipa pogodowa i nastrojowa, Luśkowe smarki i Juniorkowe zapalenie oczka. Moja osobista, wielka lipa. 

 

***


Maj będzie ciężki. Dużo animacji - dużo sprawdzianów, i ten najważniejszy, czy podołam aż tak. Potem egzamin na pierwszą cordę. 

 


***


 

 

Popłakać muszę chyba, a następnie ogarnąć i powitać męża z uśmiechem ............

No bo jak, jak przegnać te niepokoje. Jak się otworzyć na wszystko, wszystko, wszystko. Jak się nie wycofywać. Jak być tym odważnym. 

19:25, seuleriels
Link Komentarze (1) »
czwartek, 20 kwietnia 2017

Należy wspomnieć o Świętach, choć strasznie wolałabym nie.

Rzecz jasna zaproszeni do rodziców, i do teściowej na wieś. 

I tak się wszystko zaczęło psuć, bo mężowski ma ogromny problem w kontaktach z moją mamą. Choćby nie wiem co, to przeżywał i jakoś te emocje wyładowały się na mnie, a przynajmniej takie było moje wrażenie przez całą wizytę (choć ogólnie było smacznie i miło). 

Poszliśmy z tatą, mężowskim i Kubim na 20.00 w Wielką Sobotę do mego rodzinnego kościoła, który naprawdę lubię. [Lusieńka jest anty kościół, nie ciągniemy jej siłą] Wielkie ognisko, a potem wielki deszcz. Na drugi dzień też byliśmy w kościele, tyle, że z mamą, a my z mężowskim poszliśmy na piętro. Fajny to był czas, i że razem, i w ogóle, biorąc pod uwagę mężowskiego religijne 'zapędy', a i moje od pewnego czasu. 

Wieczorem pojechaliśmy już na wieś, aby zostać na cały poniedziałek. I tu już zrobiło się do kitu. Owszem, mężowski odetchnął, ale znów wpieniliśmy się z innego powodu... Styl w jakim przywitała nas teściowa woła o pomstę do nieba. :| Ledwo na nogach... Na drugi dzień też jakoś tak, każdy jadł posiłki w swoim kącie, no po prostu straszna, straszna masakra. I jeszcze trzeba było pogadankę tej własnej matce zrobić, bo zawala sobie życie kobieta. Nawet nie chcecie wiedzieć jaki życiowy, głupi błąd popełnia, i się tym nie przejmuje. :|

Najmilsze co pamiętam z tego lanego poniedziałku, to wodne bitwy na podwórku ze spluwami, parasolkami, Juniorki w mężowskiej kurtce przeciwdeszczowej. ;> Rzecz jasna, najbardziej mokra byłam ja, a przecież nie taki był plan. ;)

Nie wiem jak będą wyglądały następne Święta, ale je chyba zrobimy u nas. Albo po prostu spędzimy sami. Wyjedziemy gdzieś. Po prostu jedno wielkie nieporozumienie, a przecież chciałam by dzieci zachowały w pamięci ten czas świąteczny jak najmilej i najcieplej. 

Mam nadzieję, że co najmilsze i najcieplejsze pozostanie im w serduszkach, a o reszcie nie będą pamiętać. 

16:09, seuleriels
Link Dodaj komentarz »
piątek, 14 kwietnia 2017



Mam nie umyte okna. 

Ogarnę co potrzeba, zrobię ciasta, spakuję nas i uciekamy z domu. 

 

Kubci dostał nowe leki dodatkowe, Lusieńka maść na suchość skóry. 

 

Mam jakąś taką niemoc. Nie zrealizowałam żadnego większego planu przygotowawczego. Moja głowa jest taka malutka, jak orzeszek. Nie wiem czego mi trzeba, chyba gdzieś daleko sam na sam, a się nie zanosi :|

 

Zaczęłam gadać z siostrą. 

 

 

Życzę Wam radosnych, pięknych Świąt. W spokoju, w pokoju i miłości. Tak, jak lubicie. Dużo pyszności i pełnych brzuszków, bez wyrzeczeń. Najmokrzejszego dyngusa. I najwięcej razembycia, razemśmiechów, razemtulisiów. 

13:23, seuleriels
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 11 kwietnia 2017

Wiecie, że czytanie internetów to czasem powinno być zwyczajnie zakazane. 

Ósemka z dłutowaniem, w 3 sekundy, nie więcej. Bez rtg. Wyjątkowo sympatyczny przypadek, wbrew temu co czułam. :>

Przygody, oczywiście, przygody i śmiechowo. Lampa padła, szukają mi fotela zastępczego. Asystentka w tym czasie rozśmiesza mnie próbując ożywić tą lapmpę namierzając moją paszczę. Mają to wyćwiczone, jak nic, to taki numer dla zestresowanych pacjentów. ;) Pani doktor szczuplutka, młodziutka, aniołek taki, i myślę JAK ONA KURCZE DA RADĘ Z TĄ 8??! 

Bez bólu, da się. Serio, serio, serio. :> Jadę dziś na trening. Pogram sobie na instrumentach, a co. A jak nie, to chociaż posiedzę i poczytam książkę. Dzieci popilnuję. :>

 

 

***

Posadziłam dziś poziomki, cebulki i inne zieleninki. Na razie są sobie w domku na parapecie (uff że go wystarczyło), bo na dworze zima powróciła. Ale nie wiem jak je zabezpieczę na noc, bo kotełowi poziomki już posmakowały. :| Przesadziłam też drzewko szczęścia, po czym doszłam do wniosku, że to jednak nie był dobry pomysł gdyż potrzebuje ono zdecydowanie wyższej doniczki. Hmm. Nasturcje mi się jeszcze marzą, i jakieś kolorowe kwiatuszki, nie trujące dla kotełów. Co by tu, co by? 

Święta zaczynamy planować, wczas. Ozdoby, przebywanie, porządki i inne takie. A tu już przyjaciele do drzwi pukają, żeby odwiedzić. Oczyjakiedykolwiekcośzrobięnienaostatniąchwilunię. 

11:48, seuleriels
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 10 kwietnia 2017

Niby z tym żyjemy, i wiem że mogło być, ale do tej pory nie było ... Junior bierze leki na stałe, ćwiczy normalnie, ma dużą potrzebę aktywności fizycznych. 

Wczoraj o 20.00 wyszliśmy sobie rodzinnie pograć w piłkę. I tak było fajnie. Ostatnia rozgrywka, kiedy Luśka już nie chciała kopać, jeden na dwóch, 7:0, a miało być do 10. 

Dziecię w bramce płacze. Podbiegam, bo byłam bliżej, myślałam że się uderzył czy coś. A on przerażony, łzy się leją, twarz czerwona, 'mamusiu, nie wiem co mi jest!' i trzyma się za klatkę. W ogóle nie czułam jego ciężaru, kiedy biegliśmy...

W środę się będziemy badać.

 

 

***


No kto zgadnie, kto, jakie filmy ostatnio oglądamy.  

 

 

 

I tak sobie podśpiewowywuję. Umrę dzisiaj, umrę. :|

11:58, seuleriels
Link Komentarze (4) »
sobota, 08 kwietnia 2017

Dlaczego ja zawsze muszę mieć przygody. :]

 

Zaplanowałam to starannie. Piątek popołudniu, będzie szansa na spokojne zdychanie, w sensie wracanie do zdrowia. PRZECHYTRZYLI MNIE. 

'Zabieg nie odbędzie się'. Więc jazda na dyżur całodobowy... Tam klimat jak w horrorze. Mała klitka, światła i komputery pogaszone, biała kanapa, fotel z czasów PRL i zapach dymu papierosowego... W końcu gdzieś tam z głębi słyszymy ochrypły męski głos: chwileczkę, prosze poczekać, już idę. 

Potem: 'komputery zaczną działać DOPIERO o 19.00'. Patrzymy na zegarek, 18.57. ;p No i cała ta procedura, badanie, leki dostałam, antybol i tyle. 

 

Usunę tą przeklętą ósemkę w poniedziałek. ;(

17:53, seuleriels
Link Komentarze (2) »
czwartek, 06 kwietnia 2017

O rety, rety, rajuśku. Koniec rekolekcji. Spania (Luś miała 1 dzień wolny, bo się źle poczuła i tak się ciągnęło czerwone gardło, i znów coś pokasłuje). I odpoczynku. :> I od razu się zaczyna, od sprawdzianu z maty. Dobrze, że zaraz weekend. Albo i nie.

 

Ja oddałam wszystkie prace, i teraz też jedyne czym się mam zająć, to dom i JA. Projekt zdrowie zaczynam. I też zaczyna się konkretnie, ale nawet nie chcę o tym myśleć. Brr.

 

 Od motywacji, do dyscypliny. Ostatni wtorkowy trening był taki sam, a jednak INNY. Poczułam się bardziej, i że chcę czegoś więcej. Nie było zakwasów, choć brzuszki 'na 3 sposoby' bolały cholernie. Mężowski wciąż rzuca mi spojrzenia - kopniaki, bym wchodziła z własnej woli, z coraz to lepszym skutkiem. Nie wiem dlaczego, ale potrzebuję tego rzadkiego, ale jednak, od czasu do czasu: 'dobrze!' albo chociaż 'świetnie, tak jest!' No i wrócił kolega 'podłamany', i doszła mama, co to rękami i nogami się broniła, tym sposobem powstaje wzajemna grupa wsparcia. To lepsze niż terapia. 

Chlipię w duszy, że nie zobaczę w tym roku górskich krokusów... Zaplanowaliśmy 2 wyjazdy. Na początek, i gdzieś tam przy końcu wakacełów. Grupowe takie, o!  Resztę przyniesie życie, a jak dobrze pójdzie, już jesienią jestem na rajdzie. SAMA! 

10:35, seuleriels
Link Komentarze (4) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 72
| < Maj 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31