RSS
środa, 15 listopada 2017

Mama mej chrzestnej. 9 lat starsza od mojej własnej matki. 

Wspaniała, na czasie, światowa babeczka. Ciepła i uśmiechnięta, i życiowa. I wujek - jej mąż, z wyglądu i pozoru taki troche buc. ;p (Ta dygresja po to, by zrozumieć zachowanie Mi)

Nie widzieliśmy się 8 lat. Oni stale w świecie. Włochy-Meksyk-Kanada. W Kanadzie mieszka moja chrzestna z rodzinką, w Meksyku jej brat (w sensie syn ciotki). 

Kubi wparował z bukietem róż, można by rzec - zaatakował ciotkę - to było cudne.

Siedzieliśmy, gadaliśmy, jedliśmy, nadrabialiśmy czas. Cieszyliśmy się sobą. 

Mi się strasznie wstydziła, wujka zwłaszcza. A taki był strasznie miły tego dnia ! Jakimś żartem strzelił, i pozamiatane. ;p

Kubci był zafascynowany wszystkimi czterema zegarami z kukułką. Szaleństwo. 

I na koniec koniuszek, jak już się zbieraliśmy, zadzwonił telefon. Video rozmowa z Kanady, z turnieju hokeja na lodzie. 2 minuty kibicowania na przemian z pozdrowieniami i poznawaniem się. To syn, ten drugi z trzech, 17-letni. Pierwszy ma 23, a najmłodszy jest w wieku Kubcia. Po polsku mówi tylko najstarszy. 

Za to kocham Internet. Za to najbardziej. 

10:38, seuleriels
Link Dodaj komentarz »

 

Formalności, nowe pierdoły do podpisu. Ale naprawdę, bezsensowne rzeczy.

Zajrzałam do testów, zajrzałam do szafeczki synkowej - nie najgorsza rozpierducha. :]

I co? I sie okazało, że przyjechali do nas dwaj mili, przystojni panowie psychologowie. Ustawiliśmy kółko z krzesełek, usiedliśmy i była rozmowa.

O chwaleniu.

Ci sami panowie prowadzili z dziećmi 3 godzinne zajęcia. Cyryla rysowali, i wybierali się na górę pewności siebie. Kubuń po powrocie ze szkoły wówczas opowiedział mi wszystko ze szczegółami, podekscytowany. Mega wartościowe, szkoda, że tak rzadko się takie akcje odbywają.

Dużo przemyśleń mam, ale i więcej pewności, że to jak postępuję z dziećmi, jest ok. Oczywiście panowie nie powiedzieli wprost: NIE CHWAL SWOJEGO DZIECKA, przecież takie sformułowanie wznieciło by bunt i protest. O tym, że pochwały mogą zrobić wiele złego też nie. Ale oni zaproponowali docenianie inaczej. Zauważanie w sposób, który jest mi bliski. Jak najdalej od oceniania, odnoszący się do mnie, moich uczuć, tego co ja myślę.

Podawali przykłady, opowiadali o tym co nastolatkowie w starszych klasach zarzucają rodzicom, a co u nich cenią. Wszystko po to, byśmy się zastanowili i przypomnieli sobie o tym, jakie błędy popełniamy na co dzień, które rzutują na naszą relację z dziećmi. 

Ja mam z synkiem od pewnego czasu trochę na bakier. Wiem, że po wielokroć go nie zauważam, nie doceniam. I daje mi o tym znać. Przychodzi, prosi o uwagę, której nie otrzymuje, bo zawsze robię coś ważniejszego. Beznadziejny czas.

K figuruje gdzieś tam na tablicy osiągnięć, na najwyższym miejscu. Nie żeby zrobił coś szczególnego, ot wygrał konkurs. Jest też kilkoro innych dzieci. Bo jedno ładnie rysuje, inne dobrze liczy itp.

Nienawidzę tej ściany. Złości mnie to od pierwszej klasy. Bo co z resztą tych dzieci? Z tymi mniej zdolnymi, albo tymi,  które w niczym się nie wyróżniają. Czy one też nie mają prawa, by ktoś docenił je za to, jakimi są? Co czują, co myślą patrząc na tą ścianę? Za mało sie starałem. Widocznie nie jestem zbyt dobry. Dla mnie to nie jest ściana motywacyjna tylko anty motywacyjna.  Mam smutek.  Mam smutek dwa, bo mało kto się ze mną zgodzi.

Kolejna sprawa jest taka, że K od pewnego czasu jest nękany przez koleżankę z klasy. Tak to nazywam, bo inaczej juz nie można. Długo siedziałam cicho. Bo dzieci, bo tak jest, załatwią to sobie, dogadają się itp. Przykładowe sytuacje: K na komputerach zaczepił o krzesło tamtej. Został skrzyczany przez nią, że robi to specjalnie i uderzony z całej siły w klatkę piersiową. Sytuacja 2: dziewczynka przechodzi obok jego ławki i specjalnie zrzuca mu piórnik. Sytuacja nr 3. Biegną w rzędzie, K na końcu. Wszyscy przebiegli, a dziewczynka zastąpiła K drogę i mówi  'co sobie myslisz, że tobie też pozwolę przebiegnąć?' Sytuacja kolejna: położyła nauszniki na podłodze w szatni, przebierają się. K nie zauważył, stał tyłem, nadepnął - bo on specjalnie mi zdeptał nauszniki. I jeszcze kolejna, K kapitanem druzyny, do której trafia dziewczynka. Ta specjalnie staje pod koszem i zamiast rzucic tylko upuszcza piłkę, wszystko robi powoli, by przegrali.

 

 

Nie poszłam do wychowawcy. Porozmawiałam z koleżanką, jej mamą. Broniła się. Mała ma inne wersje zdarzeń, całkiem nie pasujące do mego dziecka. Z K rozmawialiśmy. Jest mu przykro, nie rozumie jej zachowania, chciałby by byli znów dobrymi kumplami, jak w przedszkolu. Na ile go znam jestem pewna, że mówi prawdę - nie mam powodu mu nie wierzyć. Pytanie, co tamta chce od mego dziecka? Może coś jej zrobił, czymś zawinił? Zobaczymy jak będzie dalej...

 

 

***

A wczoraj zginął Fenekin. Mężowski był z małymi w Rudzie. Raz, że Mi wróciła w nie swoich butach a on tego nie zauważył. xD (swoje miała spakowane, te dostała od 'ciotki', bo kupiła córce za małe - ale sam fakt!) Dwa - Kub wrócił bez swego małego Fenekinka. I rozpacz, i kolega post poszukiwawczy wystosował. Mężowski siedział godzinę i szukał takiego w necie po kryjomu, bo przecież łzy i rozpacz. Maluch znalazł się dziś rano, w kapturze od kurtki.

 

Btw. Te internetowe poksy, po 50 zł za sztukę, co kupowaliśmy w McD za 5 zł. ;3 

10:31, seuleriels
Link Komentarze (2) »
piątek, 10 listopada 2017


- patrz, co znalazłem u mamy...

-legitymacja studencka. szkoda, że ma tylko jedną pieczątkę.

-wcale nie szkoda.

-?

-gdyby miała więcej, pewnie nigdy byśmy się nie poznali.

-?

-nigdy nie wyszedłbym z tego wojska.

 

Przerąbane mam rozkminy. Oglądam jego sampler na yt, sprzed 10 lat. 10 lat. Kiedyś mogłam siedzieć i odtwarzać godzinami.

I to ujęcie ze Zbójem. Co się z Tobą stało, przyjacielu? Co się stało z nami wszystkimi? Jak to się wszystko potoczyło.

Coraz bardziej krótkie życie.

 

 

***

Ruszyliśmy. K czuje się dobrze, a tak bardzo brakowało mu treningów. Tak prosił.! Jak my szliśmy do tej kontroli, no w jakim stylu. Wywijańce, podskoki, kopnięcia.

Strasznie męcząca rozgrzewka, ale śmiechowo i nawet zakwasów nie ma po tych 2 tyg przerwy. Krzyże coś sie tylko zmęczyły.

Dziś K poszedł do szkoły. SAM PROSIŁ! Oczywiście nie odrobiliśmy wszystkich zaległości.

Ktoś się tym przejmuje. ?

10:24, seuleriels
Link Dodaj komentarz »
środa, 08 listopada 2017

Ja chyba gdzieś przepadłam. 

90% mojego dnia to wysyłanie i odpisywanie na wiadomości. Taki czas. Taki moment roku i tysiac spraw. Poza sprawami kłopoty. Z wysyłką, ze spieprzonym produktem, z pielęgniarką, która łojezu łaskę robi, że nas przyjmie. O matko, że to znowu my. Drugi raz. Bo lekarki w pt nie ma i prosiła byśmy przyszli dziś. A ja proszę o inną godzinę, bo ta jest najUjowszą z możliwych a ona że nie i się rołącza. ;( A Junior smarka i kaszle, a te gile takie że mi płacze już bo nie może oddychać! Sól emską rozpuściłam, ja sama, nie czekając na pozwolenie pediatry, o ja zła. !

uff.

Nie odnotowałam raczej, przed halloweenowym szaleństwem (które nas w tym roku ominęło szerokim łukiem, uff) Luś zgubiła dwie przednie 1. Wampiros nasz. Długo sie kiwały, bo jeszcze przed wakacjami. 

Lolka wróciła do przdszk, już na drugi dzień odstawiła przedstawienie w roli koziołka. Mężowski musiał sie wykazać i rogi zmodelować. ;p Tak się spodobały, że chcą pożyczyć jeszcze na trochę. 

Więc ona wróciła, a dni jak były trudne, tak są dalej ... 

Wiem, że może to ten brak czasu. Że człowiek zagoniony, zalatany, z nosem w smartfonie bo ciągle COŚ. Obiecuję sobie, że to już prawie koniec, że niewiele zostało, że zaraz zrobię sobie odwyk i 100% dla rodziny. Ale wiem, że to niemożliwe. Pozostaje czekać do Świąt .... Które przecież są takie krótkie. Stanowczo utknęłam.

 

 

Skumulowało nam się w niedzielę. My niewyspani (po 2 się kładliśmy). Dzieciaki z rana, jak nigdy dotąd, robią awanturę ... Kłócą się strasznie. Codziennie. O wszystko. Nie patrz na mnie, nie siadaj na moje łóżko itp, itd. Wróćmy do niedzieli. Otworzyłam jedno oko i mi się wyrwało: no wiecie co, robicie aferę zamiast wstać po cichutku i zrobić śniadanko ... 

I się zaczęło. Synowi zaświeciły się oczka. JA Tobie zrobię śniadanie, mamusiu!!

Poszedł do kuchni. Nawyciągał wszystko z lodówki. I działa. Lolka w tym czasie zamiast solidarnie pomóc, położyła się na łózku i jęczy: szyyyybcieeeej, jestem głooodna. Ale to jęczy. 

Junior z tego wszystkiego nie ogarnął. Odkręcił wodę tak, że zalał cały blat a w szafce na śmieci zrobił się ocean. 

Ja poszłam ratować kuchnię (mężowski: czemu ty to robisz? On nabałaganił, niech on sprząta!). Mężowski poszedł strofować Luśkę. 

W pewnym momencie coś pękło i się pokłóciliśmy. Wszyscy, każdy z każdym a najbardziej my. 

Mężowski aż pościelił i wsunął łóżko, z tych nerwów. ;p A ja 'na spokojnie' powycierałam, i zrobiłam wszystkim śniadanie. W międzyczasie ten mężowski przyszedł i pomógł mi zanosić szklanki na stół. Zaczęliśmy się wyciszać. I wróciło do normy. 

 

 

Jest mega ciężko, naprawdę. Powiedziałam na głos, że będzie coraz gorzej. 

Mina mężowskiego bezcenna. I ta cisza. Niewypowiedziana, złowroga cisza. 

 

12:25, seuleriels
Link Komentarze (7) »
poniedziałek, 06 listopada 2017

Stało się. Pierwszy raz nam się udało wziąć udział w bawilandiowych urodzinkach. Milcia została zaproszona przez swoją naaaajlepszą przedszkolną przyjaciółkę. Ta przyjaźń trwa już drugi rok, a nawet dwa i pół.  

Były obawy, że i tym razem się nie uda ... Zaproszenia nie widziałyśmy, bo Lolka nie chodziła teraz do przdszk, cudem się dowiedziałam, dzięki naszej fejsowej grupie 'szmerfowej'.

I tak jeszcze dzień przed były smarki. 

Ja się martwiłam smarkami, a tam był istny koncert kaszlu. ;) Wybawiło się dziecię, prze szczęśliwe. Zostałam sobie z nią, ale i tak przez 2 godziny nawet nie podeszła. :) Dopiero 30 min przed końcem imprezy. Z buzią pełną żelków. :o

Co jeszcze było fajne? Wybieranie upominku dla Hanki. Moja głowa była pełna tych wszystkich świetnych gier, klocków, zestawów kreatywnych. A Lolka stanowczo: PLUSZACZKA! To musi być pluszaczek. 

Pluszaczek-kurzaczek, mamusia się ucieszy. ;p 

Serce mi zmiękło. Oczywiście zanim zdecydowała jaki, to złaziliśmy pół galerii. Ja wymiękłam, ona też. Wybór padł na śliczną niebieską Pandę z bajki Mulan bodajże, w stylu 'pets'. Miodzio. ^^ Zaakceptowałam, za puszysty ogonek.  Zaprowadziłam jeszcze do regału z książkami i kazałam wybierać. Oczywiście wybór padł na taką do kolorowania. Zrobiłyśmy też cudną pamiątkową kartkę. ;3

I sesja była, i filmik. Tych filmów żadna sesja nie przebije. Najlepsza, najlepsza pamiątka ever.

 

A tak poza tym to ciężki dzień był wczoraj. Lolcia przed imprezą, i po, i cały caluśki czas jest nie do wytrzymania. Oczka ma zaróżowione takie, jest marudna jak nigdy. Do tej pory mówiłam choroba, katar, wirus. Nawet pełnia minęła. Czo jest grane. :| Chyba czas przygotować się do programu 'odrobaczanie'. 

09:07, seuleriels
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 31 października 2017

Ślub był piękny, choć pogoda była strasznie przeciwko. Zimno i wiało. ! 

Panna młoda pod kościół przyjechała za kierownicą. Genialne to było. 

Lolcia jako chrześnica zadanie miała, obrączki niosła do ołtarza. <3 

Ksiądz - taki młody, ładny, sympatyczny Obi Wan Kenobi wypisz wymaluj. ^^ Żałuję, że nie dotarł na to wesele i nie było okazji mu o tym powiedzieć. ;P 

Nie było góralskiej kapeli. Cz nie dojechał, i nikt nie wie dlaczego. :| :(

Za to spotkałam się z Ilcią i Karinką. <3 

Z atrakcji jakieś konkursy dla dzieci, oczywiście Klanza, bańki. Balonów mi brakowało. Wparował duży pluszowy Minionek. ;3 Tańce z rekwizytami ... No szczerze mówiąc DJ na słabą, naciąganą 4. 

Dotrwaliśmy do oczepin, jakoś, jakooooś, z trudem. 

Na górze był pokoik z łóżkiem i strefa z kanapami. Można było się wyłożyć, odpocząć, położyć dzieci. Nakarmic, mleko odcignac, itp. 

Z minusów - zważona pinacolada, choć sam barek był mega. Zarąbali mi tort i ogólnie trzeba było sobie żarcia pilnować. Ciasta nie spróbowałam, bo jak szybko weszło tak w mig zabrali. :o O dzika trzeba było się prosić, a stolik dzieci jakiś taki zapomniany. 

I ta zrąbana klima na wprost. ! 

Siedzę z Luśkiem w domu. Wróciłyśmy dwie z gilami po pas. A ja z opuchniętym gardziołkiem. 

12:14, seuleriels
Link Komentarze (2) »
środa, 25 października 2017

Sytuacje trudne. 

Takie gdzie zmęczenie, nerwy ... W pracy cię dzieci nie słuchały, a teraz w domu twoje własne. Oczywiście to bardziej złożona historia - konflikt Milciowy, nieprzemyślane zakupy, zbyt późna pora, zimno ... 

Tak łatwo wtedy o zgrzyt. O kilka słów za dużo. 

Myślę o wczoraj i mam neony w piersi. Czuję się taka szczęśliwa. Cała praca, którą nieustannie wykonuję, a z którą przygoda rozpoczęła się w lutym tego roku, pozwala nam wychodzić z tych opresji obronną ręką. 

Wczoraj przewinęło się u nas mężowskie 'dostaniesz w dupę'. Agresja słowna. W tym całym kołowrotku, kiedy nic nie poszło zgodnie z planem, jaki ustalaliśmy wspólnie jadąc autem. Zawołałam go do kuchni. Jakieś kilka zdań. Pierwsze, by z niej nie wychodził i mnie słuchał. To hasło już rozluźniło atmosferę, bo się oboje uśmiechnęliśmy. Spytałam, czy chce przemocy w rodzinie. Stwierdziłam fakt, że wszyscy jesteśmy zmęczeni. Zabrał śmieci i wyszedł ('to ja wyniosę śmieci'), a ja pomogłam Lusi w łazience (plan był zgoła inny). Wrócił, to już sobie siedzieliśmy przy kolacji. Spokojni i czyści, przynajmniej ci dwaj nieduzi. Lolcia zaczęła grymasić nad tą bułeczką dyniową z serkiem, i mężowski wdrożył swój genialny plan 'dżem'. Czyli juz opadły negatywne emocje w stosunku do córki. 

'To teraz każdy szczęśliwy, a ty musisz odpocząć, mówię. Zrobić coś dla siebie. Grę sobie włącz. Tego wafelka, co ci córcia dzisiaj kupiła, zjedz. 

Chłop w szoku był. Uszykował nam jeszcze szejki na rano, spakowaliśmy boxy i się rozlokowaliśmy wykąpani, najedzeni, z grą i czytadłem. I zjadłam od niego kawałek wafla, umytymi zębami, choć kilka dni temu zrobiłam aferę, że mnie częstuje słodyczami o 23. ;P I wygasił konsolę prawie równo kiedy odłożyłam czytanie. 

Jejuś, wspaniale z sensem się toczy. Nie łatwo, nie. Ale warto.  

09:23, seuleriels
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 23 października 2017

Jesteśmy trochę do tyłu, nie na bieżąco, ech. 

Człowiek tyle czasu pracuje przy kompie i wokół niego a nie ma czasu odp na wiadomości, a gdzie tam  klikać w blogu. 

Duże ciśnienie, jak zawsze przed niektórymi weekendami. 

W szkole ok, w przedszkolu ... Przestało być ok. Lolka złapała kaszel. Kaszliwy kaszel, od suchego powietrza. I tak się leczymy od paru dni choć infekcji nie ma żadnej, czuje się ok --> poza tym że od dwóch dni obiadu nie jadła, co jest zaiste nietypowe. 

Dziś zamiast tylko dzwonić, że już po wszystkim, byłyśmy się osłuchać. Lolcia zostaje przy wdychaniu soli fizjo i dostała aerozol dla palaczy. No i innych takich. Coś co działa siup prosto w kaszel. W sobotę wesele, więc ja poproszę zdrowe dziecko.

Skoczyłyśmy sobie do biblio. Była Nela, której jeszcze nie czytaliśmy i Bolki i Lolki, i dwie części Małej syrenki. ;3 Ja dla siebie nic, bo mi leży ... I leży ... I za chwilę nie będę mogła już więcej przedłużyć. ;(

Przeżyliśmy roda miesiaca, na której nie zagrałam ani raz. Beznadziejna jakaś taka aura, zmęczenie raczej.

Na drugi dzień cisnęłam na urodzinki. Pierwszy raz w bawialni na dość dużą grupę dzieci, bo 30. Dużo pracy to kosztowało i czasu, a potem jedna wielka improwizacja. Jedna z solenizantek była po operacji na serduszko, i prośba była o wyważone ruchowo atrakcje. Udała nam sie m.in sztuczka z domkiem, gumami, eksperyment, i przebieranki. Zrobiłam też balonowego darta. ^^ Malowałam ponad godzinę. Wielokrotnie czułam się bezradna - bawialnia jest strasznym miejscem na organizację takich imprez. Po prostu niewdzięcznym. Zdecydowanie wolę prywaty - ogrody, domy czy puste sale. Najważniejsze, że dzieciom się podobało, a rodzice to byli zachwyceni. Muszę te bawialnie poważnie przemyśleć na przyszłość. I zaopatrzyć sie w mikrofon. A może megafon lepiej. ;p Jak wyglądała bawialnia po 19, kiedy zostałyśmy tylko my, obsługa i nasze torty? To było straszne. Naprawdę. Już nigdy nie będę zła na swoje dzieci za bałagan. Bałagan vs BAŁAGAN. Dobre doświadczenie. :D

Na tapecie misja wesele. I ani kroku dalej, póki tego nie przeskoczymy. ! 

 

12:19, seuleriels
Link Komentarze (3) »
sobota, 14 października 2017

Czy jest ktoś oprócz mnie, kogo bujanie się po galerii doprowadza do szału? 

Nic w tym dla mnie przyjemnego .... W dodatku na czas, w pośpiechu. 

Tylko mnie to denerwuje, choćbym nie wiem jakie cuda napotkała. 

Moze to jakaś fobia? 

Oczywiście mam - 1000 do humoru i wciąż nie mam kiecki.  

 

Dużo lepiej bym się czuła w lesie na grzybach. 

Albo po prostu gdzieś. Na wolnej przestrzeni. Bez musów i przymusów. Nie nadaję się do życia. 

16:22, seuleriels
Link Komentarze (4) »
piątek, 13 października 2017

Nie wierzę, ale chyba mamy rok nie chorowania. Jeśli się nie mylę. Luśkowego. Kubciowi coś tam się po drodze przytrafiło wiosną. I tak WOW! Czy to znaczy, że warto jeździć nad morze, morzunio, na tygodnie dwa? A może nie wiem. 

Zaczął się sezon grzewczy. 

W przedszkolu, co to zdrowym trzeba być, oczywiście kaszlą i posmarkują. 

Pluszaki to by mogły o własnej mocy wyjść z tego przedszkola ,tyle w nich siedzi ....  Plusz i dywany, i te piekielne grzejniki. I niewyspanie, no. 

Dla dzieciąteczek i każdego takie przecież ważne, najistotniejsze obok diety. 

Chrypka z rana i pokasływanie. Zaraz potem miałczenie, rozdrażnienie ... Ból gardła, oczek i główki. Myszo, nie rób nam tego. 

 

***

U siostry byłam dziś. Żal wspominać. Ech. 

21:26, seuleriels
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 77
| < Listopad 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
    1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30