RSS
czwartek, 04 sierpnia 2016

Poszliśmy sobie na spacer. Pojechaliśmy. 

Najpierw szybki zakup, bielizny i klapeczek nawsiowych. Wyprosili nas z tego sklepu po 3 minutach, że niby zamykają, a było jeszcze 10 minut!

Więc, jednak nie szybki, a bardzo szybki. W przelocie złapałam koronę Elsy/Kopciuszka, dla Mi. ;p

 

Potem wymiana książek w biblio. Mam poświecić ten miesiąc na czytanie SWOJEJ pracy. Ale co tam. Jeszcze 4 książki, z czego jedna ma stron tysiąc dwieście. :D:D:D No i te dzieciowe, przypominam. Oł noł. 

 

No i ten spacer. Fałny taki. I na looody, i na pociągi.  Moja dzicz zaczęła fikac koziolki przez szlaban,  co ja z nimi mam..  Skończyliśmy dzień z zagubionym przez męża telefonem.  Buty kupował, agent, położył telefon i wyszedł.  Schowali go do szuflady przy kasie,  więc szczesciarzem jest.  Uff.  

Dziś zrozumiałam,  że nasz jutrzejszy wyjazd nie musi być taki zły. Oczywiście najpierw fochalam.  Ale jak powiedziałam to na głos,  minęło.  Zmieniam podejście. Koniec bycia Trolem. Zobaczymy czy uda się zapanować nad tym towarzystwem.  :-D 

17:45, seuleriels
Link Dodaj komentarz »
środa, 03 sierpnia 2016

Czar prysł, ale czego ja się spodziewałam... 

Czasem łapię się na takiej dziecięcej naiwności... A może to bezmyślność właśnie. 

ONI się nigdy nie dogadali tak naprawdę. Wszystko to jest ułudą, chwilą... Ktoś daje szansę, ktoś nie dotrzymuje słowa. Jeden zawali, drugi nie potrafi darować, mści się. Jeden jest za dobry, drugi skrajnie chciwy, zły. Jeden ma hamulce, drugi żadnych.

Kiedy nie mam wyboru, zostawiam z nimi dzieci. Raczej z mamą, bo tata dużo pracuje, choć mimo to ma max czasu dla nich po powrocie. 

Gdy mnie nie ma - nie wiem. Słyszę, że ok. 

Kiedy się zjawiam - wytrzymuję góra dwa dni. Potem nie mogę już patrzeć i słuchać pewnych rzeczy... Czuję się zakleszczona, boję się czegokolwiek dotknąć, coś zrobić, albo czegoś nie zrobić, mam wrażenie że każdy mój ruch jest pod ścisłą obserwacją. Wszystko, czego słucham o innych, wiem, że będzie się lało strumieniami także i o mnie jak tylko zniknę z pola widzenia... 

Wyrwałam się z chorego światka, a mimo to czasem potrzebuję tam wrócić... Po kopa, po to, by kolejny raz przybijać tablicę NIE WRACAJ! NIE POWTARZAJ!

Kiedyś płakałam wracając do mojego nowego domu. Dzisiaj mogę mieszkać choćby w domku na drzewie, byle u SIEBIE. Dziś wiem, że założenie rodziny to nie takie pstryk, jak wszystko co trwałe, potrzebuje CZASU i zrozumienia... 

Ostatni dzień był męczarnią. Od rana nikt do nikogo się nie odzywał, śniadanie zrobiłam sama pierwszy raz tam... Mama  miała urodziny, nie otrzymała od nas życzeń... Bo wyszła, a jak wróciła zrobiła wszystko, żebyśmy się nie pożegnali. Jest okropnym człowiekiem. Manipulant do kwadratu, ale oczywiście według niej to cała reszta jest zła, nie ona. 

Strasznie nam pomogła, W OPIECE NAD DZIEĆMI. Jestem wdzięczna, ale reszta jest nie do przeskoczenia. 

 

Wróciliśmy do mieszkania w środku remontu. 

Prysznic nie skończony, pralka nie podłączona, a kosz pełny, wszędzie narzędzia. Dwumetrowe płyty uniemożliwiają dojście do szafy w pokoju dzieci. Wszędzie kurz, 'gwiazdki' z dworu, i cholernie brudne okna. Ogarnęłam, ugotowałam, wczoraj podłączyliśmy pralkę, choć nadal ubieram dzieci w ciuchy z walizki. :D Mąż uradowany, bo w końcu NORMALNY OBIAD. Pierwsza wspólna kolacja o 23, kotleciki z kani i sałatka, majstersztyk, haha. Dobrze, że szliśmy spać o 3 nad ranem. Bo jeszcze coś, przykręcanie, ogarnianie, zasypywanie jeżyn na sok, wspólne wynoszenie śmieci.

No i co? Czuję się z tym sto razy lepiej. Że tu, że z uśmiechem, na luzie, choćby nie wiem co i jaki bałagan. Że MY razem, nikt nie mówi co mam robić i jak żyć, CZYSTA atmosfera, mimo tego 'trochę' bałaganu.

 

Za dwa dni znów rozstanie, ale przetrwam już wszystko. Jakoś to będzie, no nie? .

 

 

 

Pranie zrobione, obiad gotowy. Córcia rysuje, synuś posprzątał kuwetę i odkurzył cały pokój (sam chciał). Idziemy na rower. ! :-) 

12:47, seuleriels
Link Dodaj komentarz »
piątek, 29 lipca 2016

100 km w tą,  120 w drugą,  cóż to jest.  Najgorsze jest to,  że niby nic się nie dzieje,  a wracam umeczona niczym maratończyk.  Zawsze muszę odespac,  a wcześniej przeżywać koszmarny ból głowy.  Tymczasem...  Jakie to szczęście.  Spokój.  Niech pani sobie odpocznie, jest okej,  małe błędy potraktowane z uśmiechem,  luźna gadka,  kawka,  'bedzie dobrze '... Diabeł pokazał ludzką twarz.  I jak wtedy ryczalam z rozpaczy,  tak teraz,  choć to nie koniec,  śmiałam się całą sobą.  Życie jest piękne,  a ja mam wakacje.  :-)!!!!    W domu pizza za 41 groszy,  wspólne pranie zakończone potopem,  wycieczka z kumplem po nowy kibelek, a stamtąd do rodziców.  Wysciskalam te szczęścia moje,  trzy wszystkie i jedno siersciowate i odpoczywam.  Jest rozlaka,  jest trudno,  ale pomału do przodu. Dziś mieliśmy fajny dzień.  Odespalam,  Mili poszła rano do babci nie budząc nikogo.  Potem basen,  i spacer w deszczu.  Składanie i malowanie rakiety z kartonu,  robienie soków z polnych papierowek i leśnych jerzyn.  Granie w piłkę,  śledzenie papieża i rozmyslanie dlaczego jest tak ważny... 

00:22, seuleriels
Link Komentarze (2) »
wtorek, 26 lipca 2016

Kilka dni u rodziców, i dopiero wczoraj pierwsza kłótnia. Brawo. 

 

Myślę, że malutkim tam dobrze, ale już zaczynają się nudzić. Znów nachodzi mnie to okropne uczucie marnowanego im czasu. Bo moglibyśmy tyle, i tu i tam... A czas nie stoi w miejscu. 

 

Ile można łazić po lesie, co jeszcze można wymyślić? Jagody, jeżyny, porzeczki leśne (!!!), grzyby, borówki, wodospad. Ile można siedzieć na zamku piaskowym, zwiedzać ogródek, grać w piłkę i ping-ponga. Ile można przekładać wyjazd na basen czy nad jezioro - bo burza, bo to, bo tamto. Tak naprawdę tęsknią. I za domem, i za tatą, i mną, i za przygodą. 

Nie wyobrażam sobie, że teraz, jak już ogarnę swoje sprawy, zabiorę ich na wieś. Nie wyobrażam nawet. Jak zniesiemy tyle dni na odludziu? 

 

Przyjechałam do domu. Jutro mam egzamin z wytrzymałości psychicznej. Boję się, strasznie się boję, że coś pójdzie nie tak. 

 

16:55, seuleriels
Link Komentarze (5) »
czwartek, 21 lipca 2016

Czynimy spacery. 

Milcia dostrzega małego Volkswagena, więc dalejże wołać, że nadjeżdża Up. Na to braciszek:

-'Mi, nie każdy Volkswagen to up, tak jak nie każdy krem to Nutella'

 

 

Ubóstwiam. 

 

 

***

 

I znów mamy problem ze stópką. Jak wykurzyć z organizmu wirusa HPV? Chlip. Nie chodzi mi o pojedynczą zmianę, tylko raz forever. 

22:17, seuleriels
Link Dodaj komentarz »

Jak TAM jest? Czy jest TAM? ...

 

 

 

 

Tacy spokojni. Można by pomyśleć, że pogodzeni. Nie ma lamentów i rozpaczy. Wspaniałe wsparcie duchowe ze strony kapłana. Wspaniałe. !

Można się bardzo pomylić, bo jak się z tym pogodzić, no jak? Jest spięty, nie swój. Odgrywa rolę najlepiej jak potrafi. Robię wszystko, by sobie nie wyobrażać. Skupiam się na nich. Są niesamowicie silni. Są bohaterami. Byli wcześniej i są.

 

Kościół jest ogromny, a na środku maleńkie, ostatnie łóżeczko. 

Niektóre rzeczy docierają do mnie po chwili... Słyszę porównanie... 'Rozstanie trochę dłuższe, niż wyjazd kolonijny...' Nucę psalm, który naraz wydaje mi się pozbawiony sensu... 'Pan jest moim pasterzem, nie brak mi niczego'. Już nie nucę. To niedorzeczne.

 

Piekielnie gorąco... Stajemy pod słońce. Blisko, zbyt blisko... Łóżeczko zostaje nad ziemią, i zostają wszyscy w bieli i jasności. Nikt się nie wybił, każdy uszanował. 

 

Odchodzimy, zostawiając ich z tym bólem. Niosąc swój. Taki, który mija, ale zostaje na zawsze.

 

 

Puk-puk. Czy jesteś tam, Niebo? 

 

 

Żegnaj, Maleńka. Nie tak miało być.  

 

 

 

'But heaven couldn't wait for you ...

19:53, seuleriels
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 17 lipca 2016

Rozsypuję się, boli. ... 

Kipi we mnie to wszystko, ta cała niesprawiedliwość i cierpienie. 

Rodzi się zdrowe dziecko, a w którymś momencie błąd lekarza skazuje je na najgorsze. To zostanie w nas na zawsze. 

 

Odeszła wczoraj w spokoju, w ramionach ukochanych rodziców, nie skończywszy 2 latek. Nie doczekała przeszczepu serduszka. 

 

Teraz jest bardzo trudny czas. Bardzo. Możemy tylko przy nich być i ufać...

 

 

Ufać... 

 

 

20:24, seuleriels
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 14 lipca 2016

Mam na uwadze, że między ludźmi istnieje chemia. I jest to dobre, i czasem nie koniecznie.

I tak sobie stoję w centrum Kato, po wyjściu z galerii i buszach w Empiku & Pepco (spożytkowanie luźnej godziny), czekam na kierowcę drabasa do J. Tłumek się już zebrał, i naprawdę nie stoję jakoś na uboczu, niczym się nie wyróżniam, tak myślę. (!?) I wszelkie TYPY podchodzą akurat do mnie. No heloł. Zaczęłam się czuć dziwnie, bo w ciągu 20 minut zaliczyłam trzy takie 'przypadki', zagubione dusze. Nienawidzę. !!!

Najlepszy był ten ostatni. 'Skąd odjeżdża autobus do Olkusza?' '-Bla bla bla, stamtąd' '-Ach tak, pani też jedzie do Olkusza?' '-Nie, nie jadę do Olkusza. Gdybym jechała do Olkusza, na pewno stanęłabym o TAM!' '-A dokąd pani jedzie?' (co cię to obchodzi, frajerze) '-bo ja nie wiem, jadę pierwszy raz' '-Niech sobie pan podejdzie o tam, o i sprawdzi na rozkładzie' '-Dobrze, tak.....CZY COŚ ZE MNĄ JEST NIE TAK? (wszystko) '-Ale w jakim sensie, bo nie rozumiem? O, przepraszam ale muszę odebrać telefon' (ANIOŁY ISTNIEJĄ I DZWONIĄ)

Chciałabym w tym momencie dodać niecenzuralne słowo. Ostatnio nadużywam wulgaryzmów w kontaktach z przyjaciółmi. Po prostu nie mogę się powstrzymać od komentarzy w sytuacjach, kiedy ręce mi opadają. Popracuję nad tym we wrześniu, albo w październiku, bo we wrześniu jeszcze mogę potrzebować takiego 'zaplecza'.

 

 Płacę, pytam o możliwość zatrzymania na przystanku, który nazywa się dziwnie, i słyszę, że muszę przypomnieć. Okej, tylko że nie wiem kiedy to będzie... Googl Maps mnie uratuje, o tak. Dobrze, udało się. 

I. ma mięciutką wykładzinę. Nigdy nie widzialam tak mieciutkiej!!! Ma wspaniałe wielkie okno, tak wielkie jak moje przedzielone na 2, tylko że jedno. Tkwimy w nim z lampką wina i miseczką czekoladek od gosci... Którzy w końcu ewakuują się, i idziemy na balkon... Niby taki jak mój, a jednak sto razy fajniejszy... Jest i fotel-hamak. <3 Poznaję mamę I. Siedzimy, gadamy, pada deszcz i właściwie to jest burza.

Nauka-Wino-Gołąbki-Nauka-Śledziki-Drzemka.

Muszę, no muszę, 10 min, - mówi I. Okej, będę pilnować! Siedzę przy kompie, ale wstaję jednak, biorę jedną z tych cudnych kolorowych poduszek, kładę na żółtym puszyściaku na podłodze, i leżę na wznak. Tyle by było z mojego 'stróżowania'. Godzinę później zrywam się, bo ktoś wszedł do łazienki. '-I! uczymy się, uczymy!!!

Tja... Rozkładamy spanie, wskakujemy w pizamki i lulu. :P

Też bym chciała taki chillout przed moją obroną. !

Rano jest zimno. Mam sandały i na szczęście długie spodnie w plecaku. Poznaję drużynowego który wiezie nas na uczelnię. One się bronią, ja cierpię z promotorem. Przestało być pięknie, ale chyba będzie dobrze.

 

Nie mogę wrócić do domu po powrocie do Kato. Ulice zablokowane, autobusy do mnie nie jadą, bo tur de rower. Pierwszy raz jestem zła na tą imprezę. Ratuje mnie dzielny mąż jak może, ale i tak musiałam iść przez pół miasta. Pomagam mu w pracy, idziemy na hot doga... W domu najchętniej poszłabym spać, ale zamawiamy pizzę, układam teksty i gramy w herosy. Idziemy też na nocny spacer, w międzyczasie.

 

Chciałam napisać, że tu jest szczęście. Że mogę mówić i słyszeć coś, czego nikt inny. Że to wszystko, które nawet nie tak się zapowiadało, o którym nigdy bym nie śmiała pomarzyć, się dzieje. 

 

 

 

Ale potem czarny cień spływa na nas. Miała być stolica ale jej nie ma. Miało być szczęście ale odfrunęło. Zgasło. Nie umiem tego napisać. Wtedy, na ognisku, kiedy zawiązała się między Nami niewidzialna nić, kiedy dużo rozmawialiśmy w ogóle i o tym, kiedy... Mówili wszyscy, że musi być dobrze. Nigdy nie używam tego sformułowania, bo wiem, jakie bywa nieprawdziwe. Tak samo, jak nie mówię 'spróbujmy', a po prostu 'zróbmy to'. Można wyrazić wszystko w dwóch słowach. 'Iskierka zgasła'. :(

11:45, seuleriels
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 12 lipca 2016

Straszne życie prowadzimy ostatnio, straszne! Niespokojne takie, ciągle COŚ i czasu nie ma. Przerwa, przerwa, przerwa. 

Misie zawiezione do dziadków, znowu walizeczka, reklamówa z zabawkami, i sio. No sio, no. :( Podrzuteczki małe... Lepiej by było, jakby tam zostały na dłużej.... Pewnie.

W te kilka godzin muszę ogarnąć sprawy domowe i nanieść poprawki... Dziś jadę do przyjacióły (jeśli trafię), która jutro ma obronę. Obronę! Tą, co to miałyśmy mieć razem, ale nie... Bo tylko ja mam takiego promka z kosmosu, chlip, chlip, chlipciam. Więc one się bronią, a ja jeszcze poprawiam, choć naprawdę kończą mi się pomysły, a mam wrażenie, że ON swoich pomysłów na dręczenie mnie jeszcze nie wyczerpał. :] Niech się bawi, zatem.

 

Zostawiam tu męża, który też ma ostatnio przebimbane bardzo... Sama nie wiem jak to będzie jutro, nie mamy planu, wszystko podzieje się spontanicznie, jak się uda. Ojeju. Mężowski to ma dopiero moc... Żeby ogarnąć pracę, której ogarnięcie w tak krótkim czasie jest fizycznie niemożliwe, zdążyć na lekcje portugalskiego (wcześniej je odrobić), i jeszcze do stolicy (!!!) na występ z teatrem tańca. Szalony.

Każdy pędzi w swoją stronę, więc...

 

 

A taką pychocię ugotowaliśmy wczoraj.

 

Zupa marchewkowa z bobem. Lucuś mój, anty-wszystko co tylko może być warzywem, szczypiorkiem, fasolką, ogórkiem, pomidorem, papryką i wiele wiele innych (uff), stwierdziła, że ten bób zielony to nawet taki jakiś niezły, bo ziemniaczkowy. <3

Przepis banalny, miksujecie krem z marchewki i 1 szalotki na wywarze, z natką pietruszki i sokiem z 1/2 cytryny lub limonki. Obieracie bób i dodajecie, ta-dam. Można podać z ryżem, itp. ^^

 

13:11, seuleriels
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 11 lipca 2016

Dawniej była wieś, teraz pisząc muszę rozróżniać... Łódzka i małopolska. 

Tym razem małopolska... 

Zabraliśmy ze sobą moich rodziców. Mąż jechał na dwa razy, powrót już był łatwiejszy, dwoma autami. 

Dzieci, babcie, dziadkowie (jeden przyszywany), prababcia. Pieski i kotki i inne 'Żyje'. 

Nie obyło się bez spięć, ale wielkie afery nie nastąpiły, ha. !

Choć jest gdzie spać, z mężowskim wzięliśmy sobie namiot. ^^

I tak pierwsza noc była bardzo niespokojna... Nadeszła wichura, deszcz i burza - błyski i hałasy nie dały spać... A polożyłam się wcześniej, bo cały dzień bolała mnie głowa. Więc dygu dygu i... - 'Mężu... Boję się, idę do domu...' -"Co? Niee, przestań, cicho już, śpij"

No i zasnęłam, kiedyś, obudził mnie gorąc i duchota... Otworzyłam wrota i z oddali słyszałam dziecięce głosiki. Cudownie. Było ciepło, i wcześnie jeszcze. 

Wiejski dzień minął na spacerach, zabawie, ogólnie rzecz biorąc 'muling' do kwadratu. Byliśmy na grzybach i bukietach. <3 Oczywiście jeździlam trochę na skuterze. Objedliśmy się owoców prosto z krzaczków... Po południu grill, deser, spacery z mężem, i .... tańce. Zaczęły się na podwórku, potem przenieśliśmy się do domu. Oczywiście rządziły kawałki naszych rodziców, i ogólnie do nich należała ta impreza, wieczór i noc. ! Jednak 'Linda Linda' nigdy mi z pamięci nie wyjdzie. ;p Cichaczem się wymknęliśmy do namiotu żeby pograć w Herołki, dopóki nas sen nie zmorzył.  

Niedziela była upalna, ale na podwórku, zwłaszcza pod orzechem, klimat jest wspaniały i do zniesienia. Gorzej, jak komuś przyjdzie do głowy spacer po polach i łąkach. :] Uff. Powroty wieczorne, mecz... Trzymam się, w końcu śni mi się bramka Portugalii... Budzi mnie głośny komentarz spikera: a więc PORTUGALIA!! Co? Jak? Kto wygrał, śniło mi się, że... 

 

Nie śniło Ci się, przecież widziałaś tą bramkę.  ;p

 

 

 

 

 

 

 I w końcu poczytałam coś normalnego. 

 

 

 

14:24, seuleriels
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 63
| < Sierpień 2016 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31