RSS
środa, 22 marca 2017

Juniorek, 20 minut po tym jak się przebudził, wciąż w łóżku, strasznie zmęczonym głosem: 'O nieeee, nie idę dzisiaj do szkoły. Ani mi się śni. Leje ten okropny deszcz, a przecież miała być wiosna. Wszystko mnie boli. Nie mam siły. Jaki brzydki dzień.' 

Luś, żywo i z energią: 'O tak! To przecież deszczyk, ja słyszałam go jak jeszcze spałam. Ale ekstra, pójdę do przedszkola w moich kaloszkach. Ale Kuuuubuuuś, no coś ty, przecież jest wiosna, a wiosną musi padać dużo deszczu żeby wszystko się zazieleniło i urosło, i trawka, i liście, i kwiaty, i drzewa, i żeby latem były w ogródku owoce i warzywa, wiesz? Deszczyk jest super!'

 

 

 I wszystko się u nas zazębia. :>

11:45, seuleriels
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 21 marca 2017

Balkon nie odkopany, a na parapecie już wszystko się zieleni. Moje siedmiolatki, pietruszki, zioła a nawet pory. ! Trzeba mi silnych męskich rąk do pomocy, a takowych brak. :| Z wszystkim sobie poradzę, ale nie z mężowskimi gigantami poremontowymi !

 

W ogóle, pożalę się. Mężowski odkąd wrócił -że do domu-, to nie wrócił do swych normalnych, codziennych obowiązków. Ja wiem, że praca, nawał występów teraz, że to ważne, bo potrzebujemy kasy. Ale, kurde, jestem tak zwyczajnie, po ludzku, zmęczona. Umęczona, o. ! 

 

Żeby było mało, Luś wróciła do jakiegoś buntu a'la 2-latek. Wygląda to mniej więcej tak, że z chwili na chwile przeistacza się w kogoś całkowicie nie do opanowania. :| O ile są to żarty żarciki, to zniosę... Ale jak się zaczynają afery i co gorsze to, czego jeszcze nie było - BICIE brata - wymiękam. A potem przychodzi i tuli i kocha i przeprasza. 

 

I jeszcze na dodatek, znów trzeba ogarniać szafy pomału. Dzieciaki tej zimy urosły tak zauważalnie, jak jeszcze chyba nigdy. Normalnie widzę to gołym okiem, a zaraz potem upewniam się patrząc na te podwinięte abady Kubusiowe, co to już prawie jak rybaczki, i Lucusiowe bluzki 3/4 i 'świecę pępkiem'.

Bluzy się nie dopinają. Majtasy cisną w pasie. :|

 

A moja szafa. ? MOJA?! Smutna taka, zupełnie nie wiosenna. Bo jak już mam hajs i wybieram się na wyprawę stulecia po SWOJE zakupy, dziwnym trafem wracam z a) ksiażką, b) naturalnym kosmetykiem, c) ciuchem dla Juniorków.

Porażka. :P 

 


22:01, seuleriels
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 20 marca 2017

Ubiegły weekend spędziliśmy na capo-festiwalu w Rudzie Śląskiej.

 Właściwie intensywnie było już w piątek - Gliwicka roda miesiąca, czyli takie wydarzenie kiedy to capoeiritas różnych sekcji spotykają się by pograć. Zostałam pięknie wmanewrowana przez mężowskiego - nasłał na mnie profesorów, monitorów i róznych innych. Podejrzanie chętnie chcieli ze mną grać, a potem spotkaliśmy sie wzrokiem jak nadawał do ucha Brazylijczyka, który był naszym gościem specjalnym... Tak, tak, tak... Kilka minut później tenże zaprosił mnie do gry. :] Po imprezie, która trwała raptem godzinkę pojechaliśmy na jedzonko integracyjne, i do domu...

Tylko po to by na drugi dzień rankiem uderzyć do Rudy. :> Spakowani jak na tydzień wczasów, no bo przecież nocowanie na sali, przygoda, choć do domu raptem 20 minut. :) Jako rodzinka naszego vipa byliśmy otoczeni opieką, jedzeniem i wszystkim co do szczęścia potrzebne. W dodatku spotkałam moją dobrą koleżankę z mężem jej, z którymi zaprzyjaźniłam się na pierwszej integracji pietraszonkowej. To była super niespodzianka, w dodatku też zostawali na nockę.

Gościem specjalnym był oprócz profesora Brazylijczyka mieszkającego w Pl, jeden z 5 głównych contra mestre. :> Byli też goście z Łodzi. Każdy trening z innym trenerem. I tak najcięższy tzn. najbardziej męczący poprowadził nam... mężowski. 

Dużo ćwiczeń, dużo treningów, do tego przerwy obfitujące w tańce i zabawy. Miałam przyjemność uczestniczyć w zumbrasil oraz brać czynny udziałw batucadzie. Coś niezapomnianego. :) Zdarte stopy, obolałe mięśnie, nieprzespana nocka - co tam. :P

 Kubi spotkał się ze swoim przyjacielem, również z czasów pietraszonkowych. Lusieńka zeszła na plan dalszy, przez co troszkę popłakała na wieczór kiedy okazało się, że chłopcy chcą spać razem na 1 materacu... Milci dostał się materaco-śpiworek (honorowa dama nie zgodziła się na spanie w 3), w którym w nocy okręciła się tak, że góra była na dole i odwrotnie. xD Ale ta nocka zaczęła się koło północy, poprzedzona pluszakowym piżdżama party. Chłopców nie zaganialiśmy do spania, bawili się cały czas, mieli kilka podejść do snu aż w końcu sami zasnęli. Sama zeszłam do nich gdzieś po 1 w nocy, a mężowski dotarł około godzinę później, podobno, bo pamiętam tylko buziaka i tulisia. Poranek mój wyglądał tak, że przebudziłam się o 7, wokół jeszcze cisza... Oczywiście spałam niewiele bo wszystko ale to wszystko bolało, od materaca i w ogóle. Tuż przed 8 na full KTOŚ włączył radio. :> i tak się zaczęło składanie materacy i sprzątanie sali.

 Dzieciaczki dawały z siebie dużo, jak i mamusia. Kubiemu udało się w rozgrywkach dojść do półfinału, dzięki czemu bardzo był z siebie dumny. :) Naprawdę wspaniały czas. :>

11:54, seuleriels
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 13 marca 2017

Lusieńka w ubiegły piątek zgubiła swojego pierwszego mleczusia. Tak bez uprzedzenia. W sekundzie zaczął się ruszać, a za chwilę szukaliśmy go w szczoteczce do zębów. Maluśki taki. <3

Kubi wymyślił, że schowamy go do pudełka po tic-tacach, i pod poduszkę. 

My - zapomnieliśmy !

Rankiem: 'o nie, nie przyszła zębuszka ! Na pewno pomyślała, że to tic-tac a nie ząbek !

Noc następna, ząbek po prostu pod poduszką. 

My - zapomnieliśmy!

Rankiem: 'o nie, nie przyszła zębuszka znowu! Ona chyba ma wolny weekend!

No ale trzeciej nocy już przyszła. ;p Rodzice na medal. :/

 

***

Spór o urodziny chrześniaka... Moja siostra potraktowała nas dramatycznie... Najpierw odwołali, bo mały R zachorował i oni cała rodziną. W tygodniu jeszcze szwagier był chory, potem cisza. Mówię, że umówimy się w takim razie po powrocie mężowskiego, i przyjedziemy wszyscy razem. 

W sb rano, na drugi dzień po powrocie mężowskiego, wiadomość: to o której będziecie? 14 czy wcześniej? 

No nie będziemy. Nic nie wiedzieliśmy, przecież mieliśmy się umówić. I afera: że jak to, przecież dziś są urodziny R. I cała lawina bardzo, bardzo nieprzyjemnych zdań, które nie widziały się ani z nvc, ani z kulturą, ani z poszanowaniem drugiej osoby. 

Tak, wiem, że mogę wysłać prezent pocztą. Ale rzygam tym faktem. jak można tak w ogóle postępować... ? 

12:20, seuleriels
Link Komentarze (3) »

Minęło tyle czasu. Pierwszy tydzień był ciężki dla Kubusia. Potem jakoś się uspokoiło, a 3 dni przed powrotem taty odezwała się tęsknotka Milci. Martwi mnie, że jest taka... mamusiowa. Podglądam momenty, kiedy ma opory w kontaktach z tatą... Niepewność taka. Muszą nad tym popracować. Junior jest prze szczęśliwy. Nie opuszczałby taty na krok.  

 

Mężowski ze swoim jet lagiem (i słonecznym poparzeniem), a ja ze swoim nie wiem czym. Od momentu gdy nastąpiły pierwsze tulisie, poczułam się strasznie zmęczona, zmaltretowana wręcz i senna. Nie mogłam się ogarnąć przez 2 dni. Zawroty i ucisk w głowie, otępiałość... 

Boziu, jesteśmy razem. <3

Napawam się najmniejszymi wspólnymi chwilami, gestami, spojrzeniami. Kontempluję naszą nowość, moje zmiany i jego też. Cały sens. Cały, cały sens. Życie na odległość pozbawia nas mnóstwa cennych, ważnych rzeczy i nigdy, przenigdy nie zrozumiem osób, które się szczycą takim sposobem życia. Fajnie jest czasem od siebie 'odpocząć', ale 3 tygodnie to stanowczo za długo dla nas, co oboje przyznaliśmy. 

Kontakt telefoniczny był dość utrudniony, ale prawie nie było dnia by choćby zdania nie zamienić - bo często tak się właśnie kończyło, na zdaniu. Video-czatowaliśmy na międzylądowaniach i może jeszcze 2, 3 razy, ale jakość wifi pozostawiała wiele do życzenia. W Brazylii jest niebezpiecznie, ale najbardziej właśnie tam, gdzie najpiękniej i naprawdę warto pojechać, czyli w Rio. Jestem szczęśliwa, że ta przygoda dobiegła końca. <3  

 

12:08, seuleriels
Link Komentarze (2) »
środa, 08 marca 2017

Minęło, kończy się. 24 dni... Było różnie, niemniej... Dziwnie tak. Mało odczułam nieobecność... Nie rozumiem. Nie potrafię przyznać sama przed sobą, że się cieszę. Czy też, że było mi smutno. Nie było. Nie skaczę z radości. 

A trudno miało być dopiero gdy wróci... 

24 dni na przygotowanie się do zmian. Na uświadomienie sobie potrzeby i konieczności tych zmian. I wszystko jest pięknie, do pierwszej trudnej sytuacji. Są nerwy, ucisk w klatce, łzy. 4....3....2.....1..... Zatrzymaj się, stój. Kontroluję, nie biorę do siebie. To tylko moja interpretacja. Moje cholerne pole ciężkiej pracy.  

 

Czekamy... 

Na tatę, na męża. Na zwykłość. 

Trzymam dystans. 

 

 

 

 

Jestem zmęczona. Zmęczona jak jakoś tak nigdy. 

23:01, seuleriels
Link Komentarze (3) »
poniedziałek, 06 marca 2017

 

Dziś pokrótce...

 

Jest 6 lutego. 4 lata temu uznano, że Tomek nie żyje. O tamtym Broad Peaku powstało kilka książek. Ja sięgnęłam po tą, która jest mi najbliższa. 

3. 'magisterkowalski.blog HISTORIA PRZERWANEJ MIŁOŚCI', autorstwa Agnieszki Korpal i Tomka Kowalskiego. Pamiątkowa, inspirująca, budząca podziw, bolesna. 

4. 'Ludzie na walizkach - nowe historie', Szymon Hołownia. Rozmowy Hołowni z ludźmi, których dotknęły życiowe tragedie. Do zastanowienia. 

5. 'Piąte dziecko' Doris Lessing. trudna, choć szybko się czyta. 

6. 'Łzy pustyni' Halima Bashir, Damian Lewis. Poruszająca historia kobiety z ogarniętego wojną Sudanu. O miłości córki do ojca i ojca do córki. 

7.  'Freddie Mercury i ja' Jim Hutton i Tim Wapshot. Biograficzna, po prostu. 

8.  'Podróż różowych delfinów : wyprawa do Amazonii' Sy Montgomery. Fascynacja. :> Czepiam się języka. Już na wstępie się czepiam. Ale tylko. :)

 

 

 

Co czytają dzieciuszki? Luty to był dla nas czas przede wszystkim na 'Afrykę Kazika' Łukasza Wierzbickiego, którą to książkę gorąco polecam, jak i jej czytany już niegdyś przeze mnie pierwowzór Kazimierza Nowaka 'Rowerem i pieszo przez Czarny Ląd'.

Z książką o tyle idealnie trafiliśmy, że historia Kazika pozwoliła dzieciom oswoić się z tatusiową podróżą. Tam również mamy 4-osobową rodzinkę - Kazika, jego żonę, córeczkę i synka. Czytaliśmy ją wspólnie także wieczór przez odlotem mężowskiego, który tulił Kubuśka tonącego we łzach. Bardzo nam bliska, przy tym świetnie napisana, okraszona ilustracjami. Do książki dołączona jest także mapa Afryki, dzięki czemu dziecko ma możliwość podróżować paluszkiem śladami naszego bohatera i orientować się gdzie aktualnie mają miejsce dane przygody. Serdecznie polecamy. 

 


23:47, seuleriels
Link Dodaj komentarz »
piątek, 24 lutego 2017

 

Pracowicie, smakowicie, choć jako kucharz w ogóle nie mam ochoty na jedzenie. xD Dziękuję też za pączki od 'życzliwych'. Będzie forma. :) ^^ 

 

 

Misiaczki. Rozłąka z tatą zbliża ich do siebie. Rozumieją się. Pocieszają. Prostują moje zachowania... 

Poranki pracowite:

-'Mietka, wstajemy, już późno!

Kubu: 'Miluś, obudź się już. 

Wieczorki rozpaczliwe (Kubiego tęsknotki):

-'Kubi no przestań już, proszę Cię

Mili: 'Mamusiu ale nie złość się na niego, jest przecież taki biedny

 

Tak, Skarby. 

09:09, seuleriels
Link Dodaj komentarz »
środa, 22 lutego 2017

Lusieńka po swoim balu. Wodzirej to jest TO, choć nie przebije animatorów. Strasznie zadowolona, były 'nasze' wszystkie ulubione zabawy, od tańca pingwinków po chu chu a, rzucanie piankami, balony i duuużo innych. Nie było mnie tam, bo to była zabawa DLA DZIECI i pań. I tak być powinno. 

Z powodu strasznego błedu ze strony przedszkola moje dziecię zaznało stresu i ubierałyśmy się w pośpiechu, nie było mowy o malowaniu buziaczka. Niemniej była taka piękna, jak na tej próbie generalnej. :> Świecąca od butów, rajstop, kieckę, bluzkę, po czubek kapelusza. 

 

 

P.s. Luśka rok temu tuż po balu, na którym była motylkiem, postanowiła: ZA ROK BĘDĘ CZAROWNICĄ!!! Ta-daaaam.

Dzisiaj biega w kocu na głowie i woła, że jest duszko-szmatką, i że za rok na bal przebierze się za... szmatkę ... :>

 

 

Przynajmniej nie będę się głowić . :D A Junior ma się przebrać za KONIA, gdyż odgrywają Kopciuszka. Ratunku. Koń, tylko nie koń, jak co, że nie wiem. 


21:21, seuleriels
Link Komentarze (7) »
wtorek, 21 lutego 2017

Nie piszę dziś w złym słowa znaczeniu. 

W ubiegły weekend zostałam objęta troską specjalną, a wczoraj postawiono jeszcze kropkę. 

Przyjechał tata.... Od razu hop, wdzianko robocze, poszukiwanie narzędzi, ustawianie pralki, usuwanie tej dziwnej rury od kominka i wpychanie w dziurę po niej poduszki (przynajmniej ostatni raz w życiu swoim się przydała) Za nim mama... Umyła mi wszystkie umyte szyby i nie tylko. Wczoraj przyjechala teściowa, bo musiała (dług), a za nią wchodzi... Tata. I śmigamy do piwnicy, po to, po tamto, wyciągamy poduszkę, zalepiamy dziurę, zaraz patrzę, mam nowe kontakty w gniazdkach i 2 nowe żarówki wkręcone....... Odwalił u mnie swoją drugą dniówkę. 

 

A ja sama wczorajsze przedpołudnie = kilka godzin spędziłam w mieście poszukując pantofelków balowych dla córki. Nie wymagam dużo. Kolor czarny (opcja fiolet), rozmiar 29. Zaliczyłam z 15 sklepów, znalazłam w jednym. ZNALAZŁAM. Miałam dość. ;| W międzyczasie kupiłam jeszcze kilka rzeczy, na pocieszenie - wszystkie całkiem przydatne. Nie idę do sklepu przez najbliższe dni. 

No dobra, idę. Po żarcie. I chyba książkę. ;o 

 

 

Tymczasem ja chyba nie jestem nadopiekuńcza. Junior ruszył do szkoły, jeszcze z kaszlem. Przyniósł 6 z testu z angielskiego. <3 Luś już całkiem zdrowiutka. To chyba faktycznie była SUSZA POWIETRZNA. Rozpuściłam sól, grzejniki WSZYSTKIE na 0, i dolegliwości zniknęły. Wczoraj podeszłam do pani w przdszk, bo rankiem przeczytałam kartke na drzwiach, że jest zebranie. Wszystko fajnie, mogłam się o nim wcale nie dowiedzieć, gdybyśmy jeszcze jeden dzień wolnego miały. Świetnie. Oznajmiam, że mnie nie będzie i proszę tu mi powiedzieć co tam słychać. 

No to właściwie mamy pytanie... Czy Luś może jechać jutro na konkurs. ? Bo tak nie chodziła ostatnio ale bardzo byśmy chciały zabrać właśnie ją. No to jedzie dziś. Pytam czy coś jeszcze powinnam wiedzieć... No będa jakies propozycje wycieczek, a reszta jest super, myślę że doskonale sobie pani z tego zdaje sprawę. 

Że moje dziecię jest aniołem w przedszkolu, a wystawia rogi zaraz po wyjściu z niego ? ;p 

Tłumaczenie Milciowe:

- Bo pani w przedszkolu mówi, żeby dzieci były grzeczne, to ja jestem grzeczna. A w domu to ja jestem sobą. 

 

 

 

p.s. Z Luśka rośnie jakiś matematyk. Ponoć cały czas liczy w przdszk (w domu też), do stu i dalej, a dziś przyszła do mnie: mamusiu, 6+6 to jest dwanaście. Skąd wiesz? No bo zobacz. 1, 2, 3, 4, 5, 6 i dodam jeszcze 1, 2, 3, 4, 5, 6 no to wychodzi 12. Na palcach liczy. O mamuśku. 

 

09:23, seuleriels
Link Komentarze (5) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 70
| < Marzec 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
    1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30 31